Wydawcy będą musieli udostępnić elektroniczne wersje podręczników szkolnych. Czy to znaczy, że uczniowie niedługo będą się uczyć z tabletów zamiast z papierowych książek? BARTŁOMIEJ MROŻEWSKI
Strach przed zmianą status quo łatwo zrozumieć, bo rynek podręczników to kura znosząca złote jaja. Tylko w ubiegłym roku Polacy wydali na książki szkolne 810 mln złotych, a w tym samym czasie na beletrystykę aż o połowę mniej. Komplet książek i ćwiczeń dla ucznia podstawówki kosztuje minimum 300 zł, na wyższych szczeblach edukacji książki kosztują nawet o 200–400 zł więcej.
Do tego dochodzą niedogodności związane z zabezpieczeniami DRM. Książki elektronicznej nie można odsprzedać, więc nie da się odzyskać choć części wydanych pieniędzy. Takie ograniczenie rynku wtórnego podręczników jest akurat na rękę wydawcom. Obecnie muszą uciekać się do drobnych modyfikacji w treści i agresywnie promować nowe wersje książek wśród nauczycieli, którzy wybierają podręczniki dla uczniów.
Szansą na zmniejszenie obciążenia finansowego rodziców są tzw. wolne podręczniki, czyli podręczniki i materiały edukacyjne tworzone na otwartych licencjach. Można z nich korzystać za darmo tak jak z oprogramowania open source. Takie treści powstają w Polsce w ramach projektu Wolne Podręczniki, niestety projekt ten wciąż jest we wczesnej fazie rozwoju. Zaawansowane są prace jedynie nad podręcznikami do fizyki i geografii na poziomie gimnazjalnym.
prezes Fundacji Nowoczesna Polska, twórca projektu Wolne Podręczniki
PCF: Czy pomysł, by uczniowie dostawali elektroniczne podręczniki, ma sens?
Jarosław Lipszyc: To krok w dobrym kierunku, bo wprowadza elektroniczne materiały edukacyjne do szkoły, ale jednocześnie bardzo zachowawczy. Przyszłością nie są podręczniki, bo to zamknięta całość. W urządzeniach elektronicznych korzystamy jednocześnie z wielu źródeł informacji. Dlatego w przyszłości podręczniki powinny być zastąpione przez komplety zasobów edukacyjnych, z których nauczyciel korzysta w sposób dynamiczny.
JL: To bezpłatne i otwarte cyfrowe materiały edukacyjne tworzone przez nauczycieli. Wbrew obiegowej opinii nie zawsze powstają w oparciu o model Wikipedii, lecz są pisane przez profesjonalnych autorów, którzy otrzymują wynagrodzenie. System rozproszonego tworzenia treści nie sprawdza się przy takich publikacjach. Ich treść musi być zaplanowana, a praca autorów koordynowana. Na końcu niezbędna jest recenzja i weryfikacja treści. Jednym z wielu projektów wolnych podręczników jest projekt prowadzony przez Fundację Nowoczesna Polska. Ze względu na koszty nasze materiały powstają powoli.
PCF: Czy materiałów ze strony wolnepodreczniki.pl można używać w szkole?
JL: Nasze opracowania nie są podręcznikami w sensie prawnym. Są to materiały dodatkowe, ale uczniowie i nauczyciele korzystają z nich na ogromną skalę, czego dowodem jest ponad milion użytkowników serwisu w ubiegłym roku.





