Komentarze
Będzie szybciej, ale drożej
Maciek Płochocki
Będzie szybciej, ale drożej

Przez ostatnie cztery miesiące, troszkę niezauważana przez media, troczyła się batalia, w której stawką były miliardy złotych oraz przyszłość internetu mobilnego w Polsce. Zakończona w czwartek aukcja częstotliwości LTE dała niespodziewanie wysoki wynik – do Skarbu Państwa wpłynie prawdopodobnie ponad 9 mld złotych. Operatorzy wyraźnie licytowali ponad swoje możliwości i prawdopodobnie wszyscy będziemy musieli dorzucić się do ich skarbonki w wyniku podwyżki cen usług mobilnych.

Pilotowana przez UKE aukcja obejmowała w sumie 19 bloków częstotliwości, które mają posłużyć operatorom do rozwoju sieci szybkiego internetu. Już teraz zasięg sieci LTE jest duży, np. Plus obejmuje ponad 90 proc. populacji kraju. Ale wciąż na mapach znajdują się białe plamy, gdzie zasięgu brak. Dodatkowe pasma częstotliwości potrzebne się nie tylko do ich eliminowania. Wraz z rosnącą liczbą urządzeń LTE rośnie ruch w sieci, która ma ograniczoną przepustowość. Chcąc utrzymać jakość usług na dotychczasowym poziomie operatorzy potrzebują szerszego pasma.

Do aukcji przystąpili najwięksi Polscy operatorzy: Orange, P4, Polkomtel, T-Mobile ale też spółki Hub Investments oraz NetNet. Każda z nich mogła wylicytować maksymalnie dwa bloki częstotliwości z pasma 800 MHz oraz do czterech z pasma 2600 MHz. Przed zakończeniem aukcji podział częstotliwości mobilnych prezentował się następująco:

Podział częstotliwości między operatorami

Nie wnikając w techniczne zawiłości, taki układ sił zmusił niektórych operatorów do współpracy. Łącząc posiadane bloki częstotliwości mogli wydajniej oferować usługi, niż gdyby zdecydowali się na samodzielną działalność.

Z zakończonej w czwartek aukcji najkorzystniej wyszły Orange i P4. Drugiemu udało się kupić tanio a pierwszemu niedrogo i dużo. Polkomtel nie wylicytował żadnego bloku w paśmie 800 MHz, a T-Mobile zapłaciło za swój znacznie więcej niż konkurenci.

Wyniki aukcji

Przebieg aukcji był burzliwy. Na długo przed zakończeniem było jasne, że zadeklarowane kwoty kilkukrotnie przewyższają pierwotne oczekiwania Skarbu Państwa. Wiedzieli o tym też operatorzy. Wówczas zaczęła się gra na przeciąganie aukcji, co prawdopodobnie zakończyłoby się jej unieważnieniem (podobna sytuacja miała już miejsce).

Do zakończenia licytacji doprowadziło jednak Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, które na drodze rozporządzenia ogłosiło, że aukcja zakończy się automatycznie po 115 dniach trwania. Nie było to na rękę operatorom, którym nie spodobała się wizja wpłacenia zadeklarowanych kwot. Mimo protestów minister Halicki nie zmienił swojej decyzji i doprowadził aukcję do końca. Gdyby się ugiął kwestia rozdysponowania częstotliwości znowu przesunęła by się w czasie, co jest równoznaczne z opóźnieniami w rozwoju internetu mobilnego. Sprawa na tym się nie kończy bo niezadowoleni z rezultatów aukcji mogą dążyć do jej unieważnienia lub zmiany wyników. Jednak nie należy oczekiwać podobnej jednomyślności co w przypadku protestów przeciwko decyzji MAC. Ci, którzy na licytacji wyszli dobrze nie przyłączą się do chóru rozżalonych.

Teoretycznie, użytkownicy internetu mobilnego powinni się cieszyć perspektywą rozwoju infrastruktury i polepszenia jakości usług. Jednak wśród komentatorów pojawiają się głosy przestrzegające przed podwyżkami cen, którymi operatorzy będą chcieli zrekompensować sobie gigantyczne wydatki związane z aukcją i rozbudową sieci. Faktem jest, że usługi mobilne są obecnie dość tanie, a pole do podwyżek bardzo duże. W najbliższym czasie klienci sieci komórkowych powinni być więc wyczuleni na wszelkie zmiany regulaminów i zakamuflowane opłaty. Jednocześnie podpisywanie długoterminowych umów, dotychczas mało opłacalne, nabiera większego sensu.


Maciek Płochocki