Komentarze
Cena filmu będzie zależeć od wielkości telewizora?
Dawid Kosiński
Cena filmu będzie zależeć od wielkości telewizora?

Internet wespół z piractwem podobno zabijają kolejne branże cyfrowej rozrywki. Sam nie zgadzam się z tym stwierdzeniem i uważam, że po prostu bardziej nowoczesne rozwiązania wypychają z rynku swoich archaicznych konkurentów. Jeśli producenci filmów i muzyki chcą w jak największym stopniu zminimalizować swoje straty, muszą przystosować się do zmian zachodzących na rynku.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat, wraz z rozwojem technologii oraz upowszechnieniem się Internetu, dostęp do filmów stał się łatwiejszy niż kiedykolwiek. Bardzo szybko okazało się, że ludzie nie cenią sobie najlepszej możliwej jakości obrazu czy świetnego dźwięku przestrzennego, a po prostu wygodę. Mając do wyboru ubranie się, wyjście z domu, pojechanie do kina, obejrzenie filmu, a następnie powrót do domu lub po prostu obejrzenie filmu przed telewizorem wybierają do pierwsze rozwiązanie.

Stało się tak z kilku powodów.

Pierwszy z nich to rosnące wymiary telewizorów. Kiedyś mając możliwość obejrzenia filmu wybieraliśmy między kopią z kasety VHS oglądaną na 21-calowym ekranie, a pięknym filmem z dźwiękiem przestrzennym na wyświetlaczu tak dużym, że z trudem ogarniamy go wzrokiem. Teraz to się zmieniło. Standardem w domach są 40-, 50 lub nawet 60-calowe ekrany. Obsługują one rozdzielczość 1920x1080 i często są podłączone do porządnych kolumn lub zestawów kina domowego.

Samsung Smart TV

I choć różnica w jakości widowiska nadal przemawia na korzyść kina, to różnica między warunkami domowymi, a kinowymi przestała być na tyle wyraźna, by specjalnie wybierać się do kina w celu obejrzenia filmu. Większość z nas woli w tym samym momencie obejrzeć jeden z filmów dostępnych w ofercie serwisów VOD lub po prostu go ściągnąć z sieci i obejrzeć na swojej kanapie zajadając się chipsami, a nie odgrzewanym i przepłaconym popcornem.

Z tego powodu niezbędne jest podjęcie nowych kroków.

Dostrzegł to Jeffrey Katzenberg, szef DreamWorks Animation, i zaproponował bardzo ciekawe rozwiązanie tego problemu. Chce on, by oficjalne wersje filmów pojawiały się w sieci nie po wielu miesiącach, a zaledwie po kilku tygodniach - konkretnie po 18 dniach. Co więcej, cena takiego filmu ma zależeć od tego, na jak dużym ekranie będziemy go oglądać.

Rozmiary telewizorów

Rozwiązanie zaproponowane przez Jeffrey'a Katzenberga przewiduje, że osoby mające największe telewizory zapłacą 15 dol. za premierowy film. Posiadacze zwykłych telewizorów, będą płacić za film zaledwie 4 dol., zaś osoby oglądające filmy na smartfonach i tabletach będą musiały zapłacić za nowy film zaledwie 2 dol. Jak widać, ceny te są niskie nawet jak na polskie standardy, zaś w USA standardowy koszt filmu będzie porównywalny z ceną paczki chipsów lub większą butelką Pepsi.

W tym momencie warto zastanowić się, czy nie jest to za niska cena za film.

Otóż nie, absolutnie nie. Jak już mówiłem, ludzie nie płacą za treści, bo nie mogą tego zrobić w wygodny sposób. Z drugiej strony nie chcą płacić kilkudziesięciu złotych za film, który pojawił się w kinach kilka miesięcy temu. Rozwiązanie zaproponowane przez przez Katzenberga jest bardzo ciekawe i jestem przekonany, że wiele osób skusiłoby się na legalne płacenie za takie filmy.

House of Cards

Jednocześnie nie spowodowałoby wielkiego spadku zysków kin, bo na najgłośniejsze premiery i tak z chęcią poszlibyśmy do kina. Po prostu nie pozbędziemy się chęci oglądania czegoś jako pierwsi lub chociaż jedni z pierwszych. Jednocześnie nie stać nas (przynajmniej mnie) na chodzenie do kina na każdy interesujący film. Rozwiązanie takie pozwoliłoby legalnie oglądać filmy w dobrej jakości, nie wydając na nie fortuny. Jest to bardzo ważne, ponieważ coraz częściej darmowe lub niemal darmowe seriale oferują poziom znacznie wyższy niż większość kinowych produkcji. Wie o tym każdy, kto ogląda "Dextera", "Breaking Bad", "Sherlocka" czy genialne "House of Cards".

Po co mam chodzić do kina, skoro lepszą rozrywkę mam dostępną na wyciągnięcie ręki?

To właśnie rosnący poziom seriali, a nie piractwo, są poziomem potencjalnych strat branży filmowej. Doskonale zauważyli to twórcy "Gry o Tron", którzy fakt, że tworzony przez nich serial jest najczęściej "piraconym" tego typu dziełem w historii traktują jako darmową reklamę. Niestety producentom filmów bliżej jest do postawy Juliusza Brauna, który obwinia internautów o to, że serial Homeland w TVP nie cieszy się dużą popularnością.

Netflix

Pamiętajmy, że żyjemy w czasach, gdy mogę bez przeszkód rozmawiać z osobą znajdującą się w USA, a przelot do Nowego Jorku z Warszawy zajmuje 8 godzin. Nikt nie będzie tu czekał kilku miesięcy na film i serial, po prostu obejrzy go już za chwilę. Co więcej, zapewne za niego zapłaci, jeśli będzie miał taką możliwość. Ludzie kina nie wiedzą o tym, bo pomijają jedną wyjatkowo ważną kwestię. Otóż zapominają o tym, że, zwłaszcza w Polsce, możliwości za płacenia nowości filmowe najzwyczajniej w świecie nie ma.Gdyby nad Wisłą pojawił się Netflix lub jego dobry odpowiednik jestem pewien, że taka usługa cieszyłaby się naprawdę ogromną popularnością.

Za bardzo kochamy filmy i seriale, by mogło stać się inaczej.


Dawid Kosiński