Komentarze
„Czy to jawa, czy sen?”
Adam Chabiński
„Czy to jawa, czy sen?”

Piękny sen dziś miałem: śnił mi się Mobile World Congress 2020…

Przyleciałem do Barcelony i natychmiast pognałem na teren MWC. Jako że niedaleko wejścia głównego umościł się Samsung, najpierw poszedłem właśnie tam. Na stoisku giganta zastałem rodzinę w komplecie: smartfony linii Galaxy S, z której znałem jedynie „dwudziestkę”, bo przedstawiono nas zaledwie parę dni wcześniej. Familii „esek” dumnie towarzyszył kolejny składak Koreańczyków – Galaxy Flip Z, który sposobem „łamania” przypomina oldskulowe telefony z klapką, bądź nową Motorolę Razr.

W drugiej kolejności poszedłem do kolegów z konkurencyjnego LG, którzy wystawili flagowca V60 ThinQ mogącego poszczycić się pojemnym akumulatorem (5000 mAh), procesorem Qualcomm Snapdragon 865 i wytęsknionym gniazdem minijack.

Huawei nie przejął się amerykańskimi groźbami i sypnął nowinkami, do których można zaliczyć kolejnego „łamańca” Mate XS, będącego następcą Mate’a X. W „iksesce”, którą ładuje się teraz 65-watowym zasilaczem zamontowano procesor Kirin 990, wyświetlacz o lepszych parametrach. W ostatnim momencie Chińczycy zdecydowali się pokazać urządzenia P40 i P40 Pro wyposażone w optykę kultowej marki Leica – co ciekawe w jednym modelu upchnięto aż pięć aparatów! Inna marka tego ogromnego koncernu Państwa Środka, mianowicie Honor pochwalił się wyczekiwanym telefonem Honor V30 Professional,

Przybyły do Barcelony Apple wybudował potężne białe stoisko, na którym roiło się od jabłek ze szczególnym uwzględnieniem iPhone’a 9, czyli SE II. Budżetowy jak na firmę z Cupertino telefon (poniżej 2000 zł, dajecie wiarę?!) wyglądał identycznie jak iPhone 7 i 8. W środku zaś rezydował bioniczny procesor A13, 3 GB RAM-u, 64 lub 128 GB pamięci na dane. Niestety, gniazda na słuchawki z 3,5-mm wtyczką już zabrakło.

Xiaomi zaś…

Ocknąłem się nad ranem… Bolesne było to przebudzenie, gdyż nie zdążyłem doświadczyć wizyty na stoisku Nokii, Oppo, TCL-a i Xiaomi. Całe szczęście, że mój sen nie do końca jest bredzeniem w gorączce, która w towarzystwie kaszlu, tachypnoë i trudności z oddychaniem mogłaby mi się udzielić, gdybym po wizycie w Hiszpanii przywlókł do Wrocławia pamiątkę z Wuhan. Szkoda mi tylko Katalończyków (nie z powodu wirusa, rzecz jasna). Wskutek odwołania MWC stracili pół miliarda euro. Ale zyskali zdrowie. Cóż, może za rok sobie odbiją na wystawcach i gościach?

fot. MWC Barcelona


Adam Chabiński

Zobacz również