Komentarze
Wszystkie wtyczki są równe!
Adam Chabiński
Wszystkie wtyczki są równe!

Ring wolny. Starcie pierwsze. Parlament Europejski kontra Apple.

W tym tygodniu na stronach PE opublikowano dokument: „Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie uniwersalnej ładowarki do przenośnych urządzeń radiowych". Sprawa ujednolicenia ładowarek ponownie wróciła na salony, a – przypomnijmy – wałkowana jest od ponad 10 lat. I tak 30 stycznia posłanka Róża Thun zaćwierkała na Twitterze: „Rezolucja przyjęta z poparciem ponad 3/4 członków #PE! Wzywamy #KE do wprowadzenia jednolitej ładowarki do smartfonów, tabletów, czytników ebooków i podobnych urządzeń w ciągu najbliższych 6 miesięcy."

Tym sposobem Parlament Europejski wezwał Komisję do „niezwłocznego podjęcia działań na rzecz wprowadzenia wspólnej ładowarki poprzez przyjęcie do lipca 2020 r. aktu delegowanego uzupełniającego dyrektywę 2014/53/UE w sprawie urządzeń radiowych, określającego standard uniwersalnej ładowarki do telefonów komórkowych i innych urządzeń radiowych małej lub średniej wielkości [...]".

Na reakcję Apple'a, bo to w koncern z Cupertino najbardziej bije projekt rezolucji, nie trzeba było długo czekać. Jabłczani prawnicy wysmażyli odpowiedź, w której wspominają o „hamowaniu innowacyjności" oraz o „mnożeniu elektrośmieci", który to argument właśnie podnosi w dokumencie unijna instytucja, twierdząc, że „UE musi pilnie podjąć działania regulacyjne w celu zmniejszenia odpadów elektronicznych".

Nie podoba mi się ingerencja urzędników w rynek, który sam powinien się regulować. Nie oznacza to jednak, że czapkuję Apple'owi z którego kilku urządzeń korzystam. Wręcz przeciwnie: wkurza mnie, że większość mojej elektroniki napędzana jest zasilaczami z wtyczką USB-C. Zdaję sobie sprawę z bałaganu, który panuje w okablowaniu i oznaczeniach tego standardu. O tym pewnie myśli również Tim Cook, choć uważam, że kierowany przez niego koncern mógłby stracić część swoich zysków, z których niespełna 10 proc. przypada na akcesoria. Błyskawiczna riposta rzeczonej firmy wynika też (a może przede wszystkim) z tego, że wyprodukowanie smartfonów z nowym złączem wiąże się z ogromnymi kosztami. A co z Japonią i Stanami Zjednoczonymi, gdzie iPhone'a ma co drugi użytkownik smartfon? Może Apple boi się niekompatybilności ładowarek firm trzecich, które nie trzymając odpowiednich parametrów mogłyby masowo uszkadzać iPhone'y? Co z naprawami takich urządzeń?

Bez dwóch zdań dla użytkowników jeden standard wtyczki byłby dużo wygodniejszy. Ale nie wydaje mi się, żeby Apple ugiął się przed UE. Odpuścić sobie ogromnego rynku europejskiego nie odpuści – prędzej obstawi się prawnikami, zaskarży unijną decyzję i spróbuje przeczekać do momentu, kiedy we wszystkich swoich modelach iPhone'ów pozatyka wszystkie „dziurki" i zlikwiduje mechaniczne przyciski. A stać się tak może, gdyż w już cytowanym wyżej dokumencie PE widnieje zapis mówiący, że: „stosowanie technologii ładowania bezprzewodowego zapewnia dodatkowe potencjalne korzyści, takie jak ograniczenie ilości odpadów elektronicznych". Tak czy siak czekają nas indukcyjne ładowarki – problem nadmiaru standardów i wtyczek zniknie sam.

fot. 123RF


Adam Chabiński

Zobacz również