Firefoksowi stuknęła właśnie trzydziestka. Takie oznaczenie nosi najnowsza wersja znanej i lubianej przeglądarki internetowej. Jubileuszowa odsłona nie oznacza jednak rewolucji. Ta dokonała się miesiąc wcześniej, przy okazji premiery Firefox 29. Pokazujemy, jakie przyniosła zmiany. MACIEJ PIOTROWSKI
Pojawienie się Google Chrome zmieniło sposób postrzegania przeglądarek internetowych. Funkcjonalny minimalizm zaproponowanego wówczas interfejsu zyskał aprobatę internatów, stając się wzorem do naśladowania. Obecnie we wszystkich przeglądarkach można znaleźć podobne rozwiązania. Jednak proces ich zbliżania do produktu Google nadal trwa, czego dowodem mogą być ostatnie zmiany w Firefoksie.
Produkt Mozilli uchodził dotąd za raczej niezbyt przyjazny nowym użytkownikom. Podczas gdy inni udoskonalali wygląd swoich przeglądarek, Firefox trwał twardo przy własnym, niemal archaicznym już, mało funkcjonalnym interfejsie. W tej sytuacji trudno więc dziwić się emocjom, które towarzyszą końcowemu wdrożeniu długo oczekiwanego projektu Australis. Przynosi on jedną z największych zmian w historii przeglądarki spod znaku lisa – całkowicie odmieniony interfejs graficzny. Cel? Uczynić Firefoksa bardziej nowoczesnym, wydajniejszym i znacznie łatwiejszym w obsłudze, także tej dotykowej.
Wraz z premierą Firefoksa 29 niemała rewolucja dokonała się również w mechanizmie synchronizacji wybranych ustawień przeglądarki między różnymi urządzeniami. Odnowiony, bardziej niezawodny Firefox Sync od tej chwili opiera się w całości na specjalnym, zakładanym w chmurze koncie Firefox. Pozwoliło to znacznie uprościć procedurę łączenia ze sobą przeglądarek zainstalowanych na dowolnym komputerze czy sprzęcie mobilnym. Aby skorzystać z tych samych ustawień, zakładek, historii przeglądania, haseł, zainstalowanych dodatków, a nawet kart otwartych na innym urządzeniu, nie trzeba już przepisywać skomplikowanych kodów parujących czy kluczy odzyskiwania.




