Porady
Świat według Google
PC Format 11/2018

Wiadomo, że choć około 70 proc. powierzchni Ziemi pokrywają oceany, reszta naszej planety to lądy. Koncernowi Google udało się je niemal w całości skatalogować i sfotografować. Grzegorz Karaś/Marcin Kwiecień

E-kartografia

Serwis Google Maps od samego początku kusił bezpłatnymi treściami. Podobnie jak w przypadku Earth również tu koncern z Mountain View po prostu kupił interesującą go technologię i pomysł – tym razem od dwójki braci z Australii, w 2004 roku. Kilka miesięcy później, na początku 2005 roku, po uzupełnieniu pierwotnego konceptu m.in. o moduł analizy ruchu drogowego, wystartowała darmowa usługa Google Maps, która zaczęła zdobywać coraz więcej użytkowników. Popularyzację przyspieszyła wydana w 2008 roku pierwsza wersja na smartfony, która została wyposażona w nawigację GPS. Kropką nad i było udostępnienie w 2005 roku i późniejsza popularyzacja API – czyli interfejsu programistycznego, który umożliwił umieszczanie Map Google’a na dowolnej stronie WWW. Za darmo, nawet w przypadku użytku komercyjnego, jeśli tylko ten nie generował nadmiernego ruchu w postaci ponad 25 tys. zapytań dziennie.

Wskutek tych działań Mapy Google szybko stały się standardem – do tego stopnia, że koncern musiał odpierać ataki prawników firm zajmujących się przygotowywaniem map. Zagrożenie ze strony koncernu dostrzegło też Apple, które w 2012 roku wyrugowało usługę Google’a z iPhone’ów, gdzie appka ta była standardową, systemową mapą. Niewiele to pomogło: gigant szybko przygotował wersję niezależną, a rok później Mapy Google według serwisu Global Web Index stały się najpopularniejszą aplikacją świata, znajdując się na 54 proc. smartfonów będących wówczas w użyciu.

Co tu dużo mówić, Mapy Google są po prostu wygodne. To mapa, która dziś pozwala wybrać kilka wariantów widoku, w tym dokładne zdjęcia satelitarne, podpowie, jak poruszać się komunikacją zbiorową, posłuży jako nawigacja i przewodnik miejski, a także katalog punktów usługowych wraz z kompleksową ich oceną zagregowaną z opinii innych użytkowników. Dzięki Mapom zobaczymy, gdzie są korki, jak prezentuje się w 3D miejska zabudowa, a także podejrzymy, jak w danym mieście wyglądają ulice. To ostatnie jest możliwe dzięki Street View, które wprowadzono do Google Maps w 2007 roku.

I cyk, fotka sąsiedztwa

Projektem spinającym wcześniej opisane dwie główne usługi jest Street View. Jego zręby zaczęły powstawać na Uniwersytecie Stanforda pod nazwą City Block Project już w 2001 roku. Fundusze łożył Google, a taśmę z zapisanym obrazem przejazdu przez dzielnicę, który studenci w ramach badań mieli przekonwertować na bitmapy, dostarczył nie kto inny, a Larry Page – jeden z twórców Google’a. Pomimo akademickich murów koncern miał więc pieczę nad projektem od samego początku.

Usługa pozostała też wierna początkowym założeniom. Ruszyła pod koniec maja 2007 roku i jej celem było dokumentowanie wyglądu ulic na świecie i pokazywanie zebranego materiału w przystępnej formie widoku panoramicznego. Korzystając ze Street View, każdy użytkownik mógł wirtualnie spacerować po ulicach miast, w których nigdy nawet nie był.

Z racji tego, że Street View zakładało fotografowanie wszystkiego, Google od początku był wyczulony na kwestie prywatności. Przyczyna była prosta: zignorowanie tematu mogło sprowadzić ograniczenia na biznes (i sprowadziło – patrz: ramka Białe plamy Europy), dlatego już rok później opracowany został algorytm automatycznie zamazujący twarze i inne wrażliwe dane, jak np. tablice rejestracyjne samochodów. A było co anonimizować: Street View rosło w zastraszającym tempie – nakładami koncernu i użytkowników.

Fotografie dokumentujące wygląd ulic i nie tylko pochodzą z dwóch źródeł. Podstawowym jest dokumentacja fotograficzna tworzona przez wyspecjalizowaną flotę pojazdów należących do Google’a. Na początku były to samochody ze sferycznymi kamerami przytwierdzonymi do charakterystycznych masztów na dachach tych pojazdów. Potem, w miarę jak usługa rozszerzała zasięg, gigant zainwestował w inne pojazdy – by fotografować miejsce wcześniej niedostępne. W ten sposób pojawiły się skutery śnieżne na Spitsbergenie, plecaki z kamerami Street View na popularnych trasach górskich, trójkołowce w parkach i ciasnych uliczkach, wózki w muzeach, a nawet podwodne kamery w przypadku Wielkiej Rafy Koralowej czy kamera o 360-stopniowym kącie widzenia na pokładzie… Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Drugim źródłem są fotografie dodawane przez użytkowników – to sferyczne zdjęcia przygotowywane za pomocą aplikacji Street View dla smartfonów. Prosty instruktaż pozwala zrobić zdjęcia w takim ułożeniu, żeby pokryły całą przestrzeń dookoła fotografującego, a następnie algorytm Google’a „zszywa” fotki w jeden obraz. Nawiasem mówiąc, stworzonych przez nas zdjęć sferycznych wcale nie trzeba ładować do Street View – można je zachować do użytku prywatnego, co czyni apkę giganta jednym z najlepszych programów do robienia tego rodzaju fotografii bez użycia specjalistycznego sprzętu foto. Największa liczba zdjęć pochodzi jednak z floty Google’a.

W 2010 roku koncern przyznał, że jego pojazdy gromadzą nie tylko obrazy. To, że z każdym metrem przejechanym przez samochody Google’a powstaje seria fotek łączonych potem w ujęcia panoramiczne, wiedział każdy. Zdecydowanie mniej ludzi zdawało sobie sprawę, że pojazdy przeprowadzają również laserowe pomiary odległości, co pozwala np. precyzyjnie ustawiać potem modele 3D budynków. Nikt jednak poza pracownikami koncernu początkowo nie zdawał sobie sprawy, że przeprowadzane są również pomiary sieci bezprzewodowych, a ich nazwy i lokalizacje są zapisywane. Koncern przyznał się do tego w roku 2010, co stało się zresztą przyczyną kontrowersji związanych z usługą i czasowego bądź stałego wykluczenia Street View z wielu krajów, m.in. Austrii i Niemiec.



Zobacz również