Pogoń za zmniejszaniem grubości i masy laptopów wciąż trwa: mniej gramów do noszenia cieszy użytkowników, ale zredukowana wysokość to niekoniecznie same plusy. Jedną z najważniejszych wad ultrabooków jest mała liczba portów do podłączania peryferiów w skrajnych przypadkach mamy do czynienia z pojedynczym gniazdem w standardzie USB-C. [MK]
Pozornie jesteśmy więc skazani na akcesoria bezprzewodowe, ale to nieprawda. Sposobem na rozbudowę może być wykorzystanie stacji dokującej – przykładem takiego urządzenia jest Aten UH3230. Metalowa, dość ciężka obudowa (na pewno nie jest to model podróżny) mieści wieloportową konstrukcję, którą za pomocą kabla USB-C łączymy z laptopem. Tym sposobem zapewniamy dostęp nie tylko do wbudowanych złączy, ale także zasilanie dla urządzenia przenośnego zgodnego ze standardem USB Power Delivery o maks. mocy 60 W – w warunkach domowych czy biurowych jeden kabel faktycznie zapewni nam komplet połączeń. Nieco zaskakujący jest brak włącznika – w razie potrzeby trzeba posłużyć się kablem zasilającym.
Multum opcji połączeniowych cieszy, a wśród nich możliwość podłączenia dwóch ekranów jednocześnie. Niestety obsługa wideo to w pewnym sensie najsłabszy element koncentratora. Po pierwsze do obsługi wielomonitorowej potrzebny jest laptop z Windows, po drugie w tym trybie rozdzielczość poszczególnych wyświetlaczy nie może być większa niż Full HD, po trzecie wreszcie przy obrazie 4K mamy odświeżanie 30 Hz. Aten UH3220 nie jest także całkiem przezroczysty dla transferu przez USB. W testach spadki względem bezpośredniego połączenia przez USB-C wynosiły od siedmiu do 18 procent (średnio 13–14%). Mimo tych niedoskonałości i wysokiej ceny ta stacja dokująca jest dobrą bazą do zbudowania wygodnego stanowiska pracy z ubogim w złącza laptopem.





