Pierwszy modułowy smartfon Lenovo może być zarazem ostatnim. Choć producent zapewnia o dalszym wsparciu technologii, wycofanie się Google z projektu własnego legofona stawia pod znakiem zapytania przyszłość całej idei. grzegorz łukasik
Moto Z jest przykładem tego, jak zastosowanie modułowej konstrukcji wpływa na ogólny wygląd i kształt obudowy smartfona, niejednokrotnie ograniczając możliwości projektantów i inżynierów.
Gdy nie używasz żadnego z modułów, na plecach smartfona widać dedykowane im złącze, a obiektyw aparatu wyraźnie wystaje z urządzenia. Dlatego producent dołącza do telefonu tylny panel, który wypełnia pustą przestrzeń. Jego użycie jest mocno wskazane, bez panelu telefon bardzo źle leży w dłoni.
Obudowa jest świetnie wykonana, wzmocniona aluminiową ramką i pokryta od strony ekranu szkłem ochronnym. Przyciski na bocznej krawędzi są małe, ale mają odmienną fakturę. Pod ekranem znajduje się czytnik linii papilarnych, nie pełni on jednak roli przycisku home – ten klawisz jest wyświetlany na ekranie razem z innymi przyciskami nawigacyjnymi. Skanerem możesz odblokować i zablokować ekran.
Ekran AMOLED uzyskuje najwyższą jasność tylko w trybie automatycznym. Wyświetlane kolory są dość zimne,
a możliwości ich zmiany – ograniczone
W specjalnym trybie czuwania ekran aktywuje się, gdy przesuniesz nad nim ręką. Wyświetla wówczas powiadomienia i komunikaty o stanie urządzenia. Smartfon ma najświeższą wersję systemu i najnowszą odsłonę klawiatury ekranowej Google z możliwością regulowania wielkości klawiszy. Na ekranie ustawień wyświetlane są powiadomienia o funkcjach wymagających uwagi, a w menu górnym widać informację o stanie pracy podpiętego modułu.
Te mocowane są pewnie za pomocą silnego magnesu. Dwa pierwsze moduły powiększają akumulator – do wyboru są wersje 2220
i 3150 mAh. PierwszA działa jako rozszerzanie wbudowanej baterii, druga ma własne gniazdko ładowania i może działać jako oddzielny powerbank.
Moduł głośnika powstał we współpracy
z JBL – telefon gra z nim znacznie lepiej niż przy pomocy wbudowanego „brzęczyka”. Jednak w tej cenie można kupić lepsze samodzielne głośniki bezprzewodowe.
Niestety nie mogliśmy przetestować ostatniego z modułów, aparatu Hasselblad. Wydaje się, że obok projektora to najciekawszy blok – ma własny obiektyw z dziesięciokrotnym zoomem optycznym, matrycę 12 Mpix, prawdziwą lampę błyskową oraz duży spust migawki z suwakiem do sterowania zoomem.




