Aktualności
Notebook dla domu – Asus Vivobook R564U
28 czerwca 2019, 11:20
Notebook dla domu – Asus Vivobook R564U

Tak jak nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny, tak nie wszystkie laptopy to flagowce za grube tysiące. Prawda jest taka, że największą sprzedaż notują tańsze, zwyczajne modele. Jedna z takich szarych – dosłownie! – myszek trafiła do redakcji PC Formatu. I, koniec końców, przypadła nam do gustu, choć oczywiście znaleźliśmy kilka powodów do narzekań.

Seria Asus VivoBook to sprzęt dla użytkowników domowych - mniej lub bardziej wymagających. Testowany przez nas model R564 skierowany jest zdecydowanie do tych pierwszych, o czym świadczy stosunkowo niska cena. Kwota 2400 zł, nie licząc systemu operacyjnego, pozwala na zastosowanie umiarkowanie wydajnych podzespołów, jak i materiałów, które nie rzucają na kolana. Wypisz-wymaluj – tak prezentuje się omawiany sprzęt.


Byle nie srebro
To plastikowy i raczej niewyróżniający się laptop. Obudowę wykonano z matowego plastiku. Jej jednorodną bryłę burzy jedynie przywodzący na myśl perforację wzór rozlewający się między klawiszami oraz dookoła nich w górnej części urządzenia. Pierwsze wrażenie jest pozytywne: obudowa nie trzeszczy, niemal w ogóle nie ugina się podczas pisania. Klawiatura jest przyjemna w dotyku i na dłuższą metę komfortowa, jeśli chodzi o samą czynność wklepywania tekstu. Bardzo szybko jednak ujawnia się jej największa wada: nieczytelność. Gdy spoglądamy na sprzęt pod kątem w pomieszczeniu oświetlonym naturalnym światłem, to oznaczenia na klawiszach zlewają się z nimi do tego stopnia, że częstokroć po prostu nie wiadomo, co jest na nich nadrukowane. Szare litery na srebrnym tle nie są dobrym pomysłem – tym bardziej, że brak tu podświetlenia. Komuś, kto nie potrafi pisać bezwzrokowo, sprawi to zapewne duży problem.

Problem ten dotyczy jednak tylko jednej z wersji kolorystycznych urządzenia – nieszczęśliwie się złożyło, że akurat tej, która trafiła do redakcji. Jeśli ktoś wybierze sprzęt w kolorze grafitowym, niebieskim lub pomarańczowym, to w takim przypadku problem nie wystąpi. Innymi słowy: każdy, byle nie srebrny. Tym bardziej, że – pomijając już tę nieszczęsną kwestię koloru – obudowa może się podobać, a projektanci zastosowali parę podnoszących komfort użytkowania sztuczek.


Bardzo dobrym pomysłem jest chociażby to, że otwarta klapa unosi o 2 stopnie tylną część korpusu, przez co smukły po złożeniu laptop, gdy tylko go rozłożymy, zachowuje się jak klawiatura peceta podparta nóżkami. Sam ekran odchyla się w sposób znaczny, dzięki czemu łatwo znaleźć komfortową pozycję pracy. Na tym laptopie po prostu wygodnie się pisze (oczywiście jeśli nie przeszkadza kolorystyka, o której pisaliśmy wyżej). Sam ekran to 15,6" w obudowie typowej jeszcze do niedawna dla konstrukcji czternastocalowych – wąskie ramki o szerokości 5,7 mm sprawiają, że panel zajmuje aż 88 proc. przedniej pokrywy.

Producent sprzedaje swoje urządzenie z ekranem w trzech wariantach, z których najlepsza to Full HD w technologii IPS. Pozostałe to Full HD stworzony z wykorzystaniem technologii TN oraz taka sama matryca, tyle że w rozdzielczości HD. Tej ostatniej należy oczywiście unikać za wszelką cenę. Wszystkie warianty pracują z odświeżaniem 60 Hz i deklarowanymi 45 proc. pokrycia gamutu NTSC. Niezależnie od wyboru ostateczne efekty są przeciętne. W testowanym przez nas modelu zastosowano matrycę TN, co przełożyło się na niezbyt przyjemne, zbyt małe kąty widzenia. Ekran nie należy też do jasnych: nie udało się nam osiągnąć 200 nitów, co sprawia, że w zaświetlonych pomieszczeniach, a już na pewno na zewnątrz, wyświetlacz może być zbyt ciemny. Przeciętne jest również odwzorowanie barw – trudno jednak oczekiwać cudów po sprzęcie, który można kupić za mniej niż 2,5 tys. zł.


Dla domu? OK!

Niska cena znalazła też odzwierciedlenie w wydajności urządzenia. Testowany przez nas model wyposażono w niskonapięciowy procesor Core i5-8250U. To Kaby Lake o czterech rdzeniach, ośmiu wątkach i 15-watowym TDP. Partneruje mu zintegrowany układ graficzny Intel UHD 620. Oględnie mówiąc, nie jest to zestaw gamingowy. Choć można się tu mimo wszystko pokusić o uruchomienie najmniej wymagających tytułów, jak i popularnych gier free-to-play – wszystko jednak na średnich i niskich detalach wyświetlanej grafiki, a najlepiej w obniżonej do HD rozdzielczości. By nie być gołosłownym, wydajność w grze Counter Strike: Global Offensive w Full HD i ze średnimi detalami grafiki wynosiła średnio 39 klatek na sekundę. Niestety – bardziej wymagające tytuły są niegrywalne.


W typowych zastosowaniach domowych sprzęt sprawdzi się jednak dobrze. Internet, filmy, proste programy biurowe – wszystko to Vivobook 15 udźwignie bez kłopotu, cechując się przy tym wysoką kulturą pracy. W mniej wymagających zadaniach laptop jest bezgłośny. Chłodzenie uruchamia się dopiero, gdy zaprzęgniemy urządzenie do bardziej wytężonych obliczeń, jednak nawet i w takim przypadku, pod dużym obciążeniem, sprzęt jest cichy, a throttling nie daje się we znaki. Rozgrzany Cinebenchem R15, Asus zgubił jedynie ok. 5 procent początkowej wydajności, obniżając początkowy wynik 488 punktów do 463 w konsekutywnych testach.


Umiarkowana wydajność przekłada się na całkiem niezłą - jak na tę półkę cenową, rzecz jasna – żywotność baterii. W przypadku filmów wbudowane ogniwo możemy liczyć na nieco ponad 4 godziny pracy. Zdecydowanie gorzej jest w przypadku pracy pod pełnym obciążeniem w grach – tu laptop popracuje lekko ponad godzinę, a podczas buszowania w sieci możemy liczyć na około 2:30 h z dala od gniazdka. Słowem – jest w porządku. Tym bardziej, że niewielkich rozmiarów ładowarka jest w zasadzie pomijalna jeśli chodzi o jej wagę. Sam laptop zresztą też pozytywnie zaskakuje: 1,67 kg to przy gabarytach 357x232x20 mm całkiem przyzwoity wynik.


W testowanej konfiguracji cieszyła obecność dysku SSD 256 GB, jak i możliwość rozbudowy pamięci RAM. Standardowo to wlutowane 4 GB i drugie tyle SO-DIMM w złączu – moduł ten możemy wymienić, uzyskując maksymalnie 12 GB DDR4.


Kompromis godny docenienia

W kilku miejscach musieliśmy ponarzekać, koniec końców jednak, jak na tani sprzęt, Vivobook R564U jest laptopem wartym uwagi. Sprawdzi się jako okno na internetowy świat, bez problemu zabierzemy go ze sobą w zwyczajnej torbie, a i wygląd ani nie odstrasza, ani nie sugeruje, że mamy do czynienia ze sprzętem budżetowym. Ten sprzęt po prostu wystarcza na co dzień. Kupując go, trzeba jednak wystrzegać się ekranu HD i koloru srebrnego – i jedno, i drugie na tyle uprzykrzają użytkowanie.


Grzegorz Karaś

Zobacz również