Firmy Wacom nie trzeba przedstawiać zawodowcom. Japończycy idealnie zdołali połączyć w swoich produktach dwa człony, z których składa się nazwa ich firmy Wa (harmonia) i Komu (komputer). Właściwie zmonopolizowali światowy rynek profesjonalnych tabletów graficznych i rysików. Ostatnio tabletowy potentat chce zaistnieć także w segmencie urządzeń dla Kowalskiego. To właśnie do tej grupy odbiorców adresowany jest cyfrowy notatnik Bamboo Slate. [RN]
Ci, którzy nie znoszą uderzać w klawiaturę z szybkością Barbary Blackburn, notują dużo i szybko, a do tego natychmiast chcą mieć tekst w postaci cyfrowej, znajdą w „małej bambusowej dachówce” panaceum. Na pierwszy rzut oka zwyczajny, jednocześnie bardzo elegancki z wyglądu notatnik potrafi błyskawicznie przenieść tekst zapisany „magicznym” długopisem na papierze do smartfona (koniecznie trzeba te urządzenia sparować za pomocą Bluetootha) oraz do chmury InkSpace.
Niestety, notatnik słabo sobie radzi z rozróżnieniem grubości kreski – można zapomnieć o subtelnym światłocieniu. Sporym zawodem jest też eksport do formatu wektorowego naszych dzieł. Są kłopoty z poprawną konwersją do formatu SVG, można natomiast wykorzystać plik PDF do edycji w programie obsługującym krzywe, np. w Adobe Ilustratorze. Kreski rysunku nie zamieniają się w krzywe Béziera o odpowiedniej wadze, a w czarne powierzchnie obrysowane liniami o zerowej grubości, co utrudnia edycję.





