Do tej pory gracze kupowali tytuły z serii Far Cry w ciemno. Wiedzieli, co dostaną efektowną strzelaninę w tropikalnych klimatach z doskonałą grafiką. Tymczasem czwarta część przenosi ich do Kyratu, fikcyjnego kraiku leżącego u podnóża Himalajów. [MZ]
Rządzi tam despotyczny watażka, w brutalny sposób gnębiący lud. Ruch oporu, owszem, działa, ale jego przywódcy są skłóceni.
Tym razem gracze wcielają się w urodzonego w Kyracie i wychowanego w USA Ajaya Ghale. Młodzieniec nie spodziewał się, że po przybyciu do ojczyzny zaangażuje się w zbrojny konflikt, którego stronami są w pewnym sensie członkowie jego rodziny. Ghale nie przypomina jednak stereotypowego tłustawego amerykańskiego turysty – to wysportowany, morderczo sprawny chłopak, doskonały kierowca, utalentowany wspinacz, paralotniarz, komandos, a nawet pilot.
Far Cry 4 nie jest jednak grą polegającą na spacerowaniu po okolicy. To rasowa strzelanina, w związku z czym eksplozji w niej nie brakuje. Broni jest zatrzęsienie. Pistolety, strzelby, karabiny, łuki, kusze i wyrzutnie rakiet wprost czekają na chętnych. Co więcej, sprzęt można usprawniać – gracz można dokupić tłumiki, celowniki optyczne czy większe magazynki. Szkoda, że można nieść zaledwie dwie sztuki zwykłej broni, ale uzupełniają ją gadżety takie jak granaty czy koktajle Mołotowa. Autorzy gry zrobili wszystko, by zabawa była jak najbardziej atrakcyjna.
Twórcom czwartej odsłony serii Far Cry po raz kolejny udało się przygotować naprawdę efektowną grę, przy której łatwo „zmarnować” cały weekend. Program docenią zwłaszcza miłośnicy strzelanin, którzy prócz szybkiej akcji cenią sobie swobodę działania i piękne widoczki. Bo w Kyracie naprawdę można się poczuć jak z wycieczką Orbisu.
- Piękna grafika, świetny dźwięk
- Malowniczy, otwarty świat
- Swoboda działania
- Szybka akcja
- Niezłe tryby sieciowe
- Schematyczna fabuła
- Całość zbyt podobna do Far Cry 3




