Wiele zim minęło od czasu, gdy platformówki Prehistorik i Big Nose pozwoliły graczom odwiedzić wyimaginowany świat jaskiniowców. Far Cry Primal zabiera gracza do Europy Środkowej z roku 10 000 p.n.e. i robi wszystko, by ten uwierzył, że naprawdę znalazł się wśród prehistorycznych plemion a raczej ich hollywoodzkiego wyobrażenia. [MA]
Protagonista gry, Takkar, pełni typową w serii rolę zbawcy uciśnionego narodu wybranego. W Primalu okazują się nim pobratymcy bohatera – w przepastnej, urodzajnej krainie Oros, gdzie dotarli w poszukiwaniu pożywienia, czekały na nich głównie prześladowania ze strony dwóch potężniejszych nacji. Pochodzący z północy Udam o posturze i fizjonomii neandertalczyków oraz czczący słońce i ogień Izila w najlepsze zniewalają i mordują współplemieńców dzielnego woja – gdy ten przybywa na miejsce, ostoją udręczonego ludu Wenja jest mała, wyludniona wioska.
W Oros można natknąć się zarówno na niedźwiedzia, jak i na krokodyla, a w obrębie wielu gatunków występują trudniejsze do upolowania rzadkie okazy na czele z legendarnymi bestiami, których schwytanie jest celem osobnych zadań. Te należą zresztą do najciekawszych form wirtualnej aktywności fizycznej, bo losowo generowane wydarzenia w otwartym świecie (uwalnianie jeńców itd.) czy zabawa w szukanie ukrytych tu
i tam malowideł naskalnych albo totemów szybko zaczynają nużyć. Większe emocje wiążą się z zajmowaniem osad wroga – im głębiej na jego terytorium się znajdują, tym ciężej wyeliminować strzegące je oddziały wojowników i łuczników.
Choć galopady na kilkutonowych wierzchowcach z trąbami wystąpiły już w Far Cry’u 4, tutaj mimo całej swojej absurdalności sprawdzają się dużo lepiej. Nieobecność broni palnej zmienia też charakter potyczek – istotniejsze są podchody i ciche zabójstwa, a strzały i rzucane włócznie muszą za pierwszym razem trafiać w głowy, bo po chwili ryczący dzicy znajdują się w zasięgu maczugi. Z drugiej strony chętni wcielić się w prehistorycznego Johna Rambo też znajdą coś dla siebie – mogą podpalić oręż lub pociski bądź wykorzystać prymitywne granaty, w ruch pójdą też proca oraz torby pełne rozwścieczonych pszczół.
I właśnie dla takich niecodziennych drobiazgów – oraz pięknego, dzikiego świata, w którym człowiek nie znajduje się nawet w połowie łańcucha pokarmowego – warto w Primala zagrać. Bo choć akcenty rozłożono inaczej, to po prostu jeszcze jeden Far Cry do kolekcji.





