Szalony Maks był ikoną lat osiemdziesiątych. Żył w niedalekiej przyszłości, w postapokaliptycznym świecie przypominającym gigantyczną pustynię. Walczył z gangami kontrolującymi dostęp do wody pitnej i paliwa, a przy okazji mścił się za ich zbrodnie z przeszłości. Gdyby nie on, Mel Gibson nigdy nie zostałby gwiazdą światowego formatu, a Tina Turner nie zaliczyła fatalnego występu na wielkim ekranie. [MZ]
Do niedawna wydawało się, że postać Maksa należy już do przeszłości. Nieoczekiwanie postać wskrzesił jej ojciec, siedemdziesięcioletni dziś reżyser George Miller, który nie chciał pozostawać na emeryturze. Jego najnowszy obraz z Tomem Hardym w roli głównej został okrzyknięty mianem prawdziwej sensacji – filmem akcji totalnej, w którym nie ma ani jednej dłużyzny, a tempo przez całe dwie godziny nie spada nawet na chwilę. Czy gra komputerowa dorównuje mu poziomem?
Zlecane graczowi zadania nie są może zróżnicowane, ale potrafią zainteresować. Zmuszają do podróżowania po okolicy, odnajdywania miejsc czy osób, a przede wszystkim do staczania widowiskowych walk. Starcia, w których gracz kieruje samochodem, stanowią największą zaletę Mad Maksa. W trakcie efektownych pościgów można ostrzeliwać, taranować, wysadzać, a nawet rozcinać harpunami wrogie wozy, co sprawia olbrzymią satysfakcję. Wciągnąć potrafią również bójki rozstrzygane za pomocą pięści. Wymagają umiejętnego wyprowadzania kontr i wyczucia chwili. Owszem, można też sięgnąć po broń palną, ale amunicji nie ma zbyt wiele i lepiej ją oszczędzać.
Tym, którym nie wystarczy warstwa fabularna, mogą spodobać się sposób przedstawienia zjawisk pogodowych (w tym naprawdę świetnie zrealizowanej burzy piaskowej), zmieniające się pory dni oraz zbieranie zdjęć – fotografii wykonanych jeszcze przed apokalipsą, przypominających prawdziwe piękno świata. Nieco mniejszą atrakcją jest konieczność zadbania o picie i jedzenie. To ostatnie – między innymi pod postacią rozmaitych gryzoni – występuje najczęściej tam, gdzie na niebie widać unoszące się drapieżne ptaki.





