Ponoć naśladownictwo to najwyższa forma uznania. Szczerze jednak wątpimy, że Blizzard, producent gry Overwatch, jest szczęśliwy, patrząc na Paladins. Oto bowiem pojawił się konkurent, który zapewnia podobnej klasy wrażenia i do tego co chyba najważniejsze nic nie kosztuje. Grzegorz Karaś

Paladins to sieciowa gra drużynowa, w której naprzeciw siebie stają dwa zespoły – każdy po pięć osób. Zabawa sprowadza się przede wszystkim do dwóch trybów gry: drużynowego deathmatchu oraz tzw. oblężenia. W pierwszym przypadku wygrywa drużyna, która szybciej osiągnie limit punktów, czyli ustrzeli odpowiednią liczbę przeciwników. W drugim, o wiele popularniejszym, celem jest zdobycie i przetransportowanie przez mapę wypełnionego materiałami wybuchowymi wozu.

Najwydatniej na poczynania wpływają karty. Przed walką możemy rozwinąć menu opcji każdego herosa i tam dobrać sobie z talii bonusów pięć najbardziej nam odpowiadających. Może to być np. zwiększenie punktów życia lub polepszenie zdolności ofensywnych. Dodatkowo każdą kartę możemy wzmocnić w ramach puli piętnastu wolnych do rozdysponowania punktów, co powoduje znaczy przyrost danej cechy. Oprócz tego mamy do dyspozycji talenty – odblokowują się w miarę postępów w grze i za każdym razem bezpośrednio przed starciem mamy możliwość aktywacji jednego z nich. Nie wolno też zapominać o sklepie z przedmiotami, gdzie dzięki walucie gromadzącej się na koncie w ramach każdej z rund dano nam możliwość zakupu dodatkowych zabawek dla podopiecznego.
Koniec końców jednak w swym ogólnym kształcie Paladins przypomina hit Blizzarda. Jeśli ktoś widział wcześniej Overwatch, to przedstawiana tu gra nie zaskoczy go niczym osobliwym: wrażenia płynące z zabawy są podobne. Równocześnie oznacza to oczywiście, że tytuł sprawia bardzo dużą frajdę, a próby opanowania zdolności kolejnych, zróżnicowanych bohaterów powodują, że nie nudzi się szybko.





