Trudno w to uwierzyć gracze poznali Larę Croft, bohaterkę cyklu Tomb Raider, blisko dwadzieścia lat temu! Zakochali się w niej od pierwszego wejrzenia. [MZ]
Dziś dziewczyna najlepsze chwile ma już za sobą – informacje o niej nie elektryzują fanów tak jak kiedyś, nie planuje powrotu na srebrny ekran. Rise of the Tomb Raider potwierdza jednak, że jest w doskonałej formie.
Dwa lata temu twórcy serii „zrestartowali” ją. Zaczęli na nowo opowiadać losy bohaterki, mocno je zmieniając. Twierdzą, że ojciec Lary zginął, próbując udowodnić istnienie Boskiego Źródła, które zapewnia nieśmiertelność. Naraził się na śmieszność w swoim środowisku – teraz dziewczyna stara się przywrócić jego dobre imię.
Wzrosła liczba grobowców i krypt, na których niedobór narzekano w poprzedniej części. Niestety dostępne labirynty okazują się nieduże i z reguły czysto zręcznościowe – zagadki logiczne stanowią jedynie mały akcent. Przydałoby się bardziej rozbudować podziemia, przecież to im seria zawdzięcza tytuł. Nawet nowe umiejętności czy przedmioty, które dostaje się za ich zbadanie, nie zawsze się przydają. Warto jednak schodzić z wyznaczonego szlaku, badać okolice, zaglądać we wszystkie zakamarki.
Syberia kojarzy się z bezkresną pustką. W grze również jest olbrzymia, ale Lara odwiedza jej najbardziej malownicze zakątki, w tym wioski tubylców, stare miasta, opuszczone kopalnie czy sowieckie bazy. Towarzyszą temu doskonała muzyka oraz oryginalne dialogi. Dubbing w wykonaniu Karoliny Gorczycy nie wszystkim przypadł do gustu, choć z pewnością ułatwi życie osobom nieznającym języka angielskiego. Tłumaczenie jest dobre, podobnie jak sama gra – Rise of the Tomb Raider udowadnia, że Lara Croft wciąż ma sporo do zaoferowania.





