Porady
Test płyt głównych dla Intela
PC Format 10/2018

Topowe modele urządzeń zawsze znajdują swoich nabywców, ale to konstrukcje z niższych półek dominują w ogólnej sprzedaży. Przygotowaliśmy więc test płyt głównych zbudowanych na bazie chipsetów H310 i B360, które stanowią bazę dla 8. generacji intelowskich procesorów Core. Marcin Kwiecień

Podsumowanie testu

Do naszego testu trafiło siedem modeli płyt głównych, z czego cztery bazowały na chipsecie Intel B360, a pozostałe – Intel H310. Znając potencjał obu tych układów sterujących, można było właściwie w ciemno obstawiać, że to ten lepszy będzie górą, czego potwierdzenie mamy w tabeli. Tak się złożyło, że w laboratorium znalazły się urządzenia w cenach od 250 do aż 555 zł, przy czym linia podziału droższe/tańsze przebiega – co też nie zaskakuje – między modelami ATX a micro ATX. Warto dodać, że często rozmiary płyt odbiegają od standardu 305x244 mm i 244x244 mm (tylko MSI B360M Pro-VDH i Asus ROG Strix B360-F Gaming spełniają wymogi w 100 proc.). Skutkuje to tym, że nie tylko może być trudno zainstalować „podstawkę”, której część otworów montażowych nie pasuje do miejsc mocowania w obudowie, ale płyta będzie się uginała podczas instalowania osprzętu i kabli.

Bez szaleństw i braw

Druga obserwacja dotyczy faktu, że chipset H310 to rzeczywiście produkt budżetowy tak pod względem samych jego możliwości, jak też wyposażenia płyt z H310 na pokładzie. Na wiele nie pozwalają tylko dwa gniazda pamięci (obsadzimy w nich maksymalnie 32 GB) i magistrala PCI Express w wersji 2.0 (dlatego maksymalny transfer dysków M.2 to tylko 10 Gb/s; złącze x16, do którego może trafić karta graficzna, działa już jako PCIe 3.0, gdyż jest obsługiwane przez procesor). Za tym idzie skromne wyposażenie: 4 porty SATA, 2–3 złącza wentylatorów, brak gniazd USB typu C czy radiatorów na sekcji zasilania, a niekiedy nieobecność slotu M.2 (Biostar H310MHD PRO). Nie zaskakuje brak oświetlenia LED, ale trudno wytłumaczyć nieobecność 8-pinowego gniazda zasilającego procesor (wspomniany model Biostara i Asusa PRIME H310M-D), które zastąpiono 4-pinowym złączem. Z pewnością projektanci policzyli, że w ten sposób uda się odpowiednio zasilić CPU, ale raczej nie pochylili się nad kwestią trwałości mocowania w takim gnieździe standardowego 8-pinowego kabla – ta sztuka się udaje, ale nie ma gwarancji, że wtyczka nie poluzuje się mimo obecności zaczepu. Jest też i pozytywne zaskoczenie: Biostar w obie swoje płyty wbudował moduł szyfrujący TPM. Koszt zakupu zewnętrznego układu TPM (do podłączenia do pinów na płycie) zależy od producenta i waha się od 20 do 60 zł, warto więc docenić, że znalazł się on w sprzęcie kosztującym 250 zł.

Powyższe skłania do stwierdzenia, że płyty główne z H310 powinny stanowić bazę dla komputerów, które po złożeniu mają po prostu pracować przy nieobciążających zadaniach. Maszyna do prac biurowych (gotowa do szyfrowania) czy pecet do surfowania w sieci i niewymagającej cyfrowej rozrywki (np. tylko Asus PRIME ma cyfrowe złącze S/PDIF) mogą być miejscami, w których najprostszy chipset Intela będzie wystarczający.

Apetyt na szczyt

Jeśli jednak nie zadowala nas minimum, to trzeba szukać „podstawek” zbudowanych z użyciem układu B360. W tych konstrukcjach kompromisów jest znacznie mniej, o ile w ogóle jakieś są. Poczynając od pamięci (obsługa 4 gniazd, w sumie 64 GB), przez magistralę PCI Express w wersji 3.0, 6 portów SATA, możliwość instalacji pamięci Intel Optane po gniazda USB typu C w wersji 3.1 Gen2 (Asus ROG Strix B360-F Gaming, Biostar Racing B360GT5S), 7 złączy wentylatorów (Asus ROG Strix B360-F Gaming), dual BIOS (Gigabyte B360 Aorus Gaming 3 WiFi i Biostar Racing B360GT5S), radiatory na złączach M.2 (wszystkie modele ATX) czy oświetlenie LED (też urządzenia ATX) i kartę Wi-Fi (Gigabyte). To krótkie wyliczenie pokazuje, że spektrum wyposażenia jest bardzo szerokie i bez większych kłopotów można dobrać płytę główną właściwą do potrzeb.

Jak zawsze jednak czyhają też i pułapki. Jeśli na płycie są dwa złącza M.2, to tylko jedno może pracować w trybie x4 (czyli osiągnąć teoretyczny transfer 32 Gb/s) – drugie będzie działało co najwyżej z prędkością x2 (16 Gb/s). Poza tym obsadzenie dwóch gniazd M.2 może spowodować, że nie będzie funkcjonował któryś port SATA lub gniazdo PCIe x1, co trzeba uwzględnić planując obłożenie dyskami. Trzeba też powiedzieć o przypadku płyty Gigabyte’a: jedno złącze M.2 jest w niej bowiem okupowana przez kartę Wi-Fi. To daje asumpt do rozważań, czy warto wybrać tak wyposażony model, czy też raczej postawić na kartę bezprzewodową na USB. Powiedzmy przy okazji o klasycznych sieciówkach. Wszystkie płyty są wyposażone w układy gigabitowe, których producentami są albo Intel, albo Realtek. Ta druga firma jest też monopolistą w kwestii zintegrowanych kart dźwiękowych: najpopularniejszy jest kodek ALC887 (cztery płyty), a pozostałe (ALC892, ALC1150 i ALC1220) mają po jednym reprezentancie.

Ani Afryka, ani Syberia

Dobre wyposażenie to podstawa (dlatego też w naszym teście ma wagę aż 80 proc.), ale to jednak nie wszystko. Rozpatrując funkcje płyty, zazwyczaj zaczyna się od podkręcania. Niestety, chętni na taką zabawę muszą obejść się smakiem. Mimo obecności w BIOS-ach funkcji służących do zwiększania taktowania procesora i pamięci, ten zabieg się nie uda. I CPU, i RAM wrócą do ustawień nominalnych. (w przypadku pamięci będą to częstotliwości 2666 i 2400 MHz odpowiednio dla procesorów z linii i5/i7 oraz i3). Są jedynie dwa pola, na których można zmieniać parametry pracy tych elementów. Pierwsze to możliwość ustalania timingów pamięci (niekiedy bardzo detaliczne), drugie to zmiana napięć zasilających, co można wykorzystać do tego, by obniżyć pobór mocy a przez to temperaturę podzespołów.

Kwestia utrzymywania odpowiedniego reżimu termicznego jest bardzo ważna, wszak w niekorzystnych warunkach łatwo doprowadzić do zjawiska throttlingu, czyli zmniejszania taktowania rdzeni procesora, żeby spowodować spadek temperatury układu. Za chłodzenie elementów na płycie odpowiadają radiatory – zawsze odpowiedni kawałek aluminium znajdziemy na chipsecie, ale już sekcja zasilania w tańszych konstrukcjach pozostaje bez takiej ochrony. Poza tym, rzecz jasna, mamy do dyspozycji wentylatory, których pracą możemy precyzyjnie sterować z poziomu BIOS-u lub Windows. Trzeba przyznać, że odpowiednie funkcje są dopracowane i korzystanie z nich należy do przyjemności. Inne cechy UEFI ułatwiające korzystanie z niego, to tworzenie profili, które następnie można przywołać w kilka sekund (tylko Biostar tego nie zaimplementował). Wygodzie służą też mechanizmy wybierania najczęściej używanych funkcji i zapisywania ich jako zakładek. Cennym dodatkiem jest też wyszukiwanie w BIOS-ie, którym dysponują oba modele Asusa i MSI B360M PRO-VDH.

Kwestia utrzymywania odpowiedniego reżimu termicznego jest bardzo ważna, wszak w niekorzystnych warunkach łatwo doprowadzić do zjawiska throttlingu, czyli zmniejszania taktowania rdzeni procesora, żeby spowodować spadek temperatury układu. Za chłodzenie elementów na płycie odpowiadają radiatory – zawsze odpowiedni kawałek aluminium znajdziemy na chipsecie, ale już sekcja zasilania w tańszych konstrukcjach pozostaje bez takiej ochrony. Poza tym, rzecz jasna, mamy do dyspozycji wentylatory, których pracą możemy precyzyjnie sterować z poziomu BIOS-u lub Windows. Trzeba przyznać, że odpowiednie funkcje są dopracowane i korzystanie z nich należy do przyjemności. Inne cechy UEFI ułatwiające korzystanie z niego, to tworzenie profili, które następnie można przywołać w kilka sekund (tylko Biostar tego nie zaimplementował). Wygodzie służą też mechanizmy wybierania najczęściej używanych funkcji i zapisywania ich jako zakładek. Cennym dodatkiem jest też wyszukiwanie w BIOS-ie, którym dysponują oba modele Asusa i MSI B360M PRO-VDH.

Nasz test uzupełniliśmy prostymi pomiarami. Pierwsze sprawdziany dotyczyły poboru mocy w spoczynku i pod pełnym obciążeniem. Drugą próbą była rejestracja czasu uruchamiania komputera włączanego „od zera” (tzw. zimny start) oraz restartu z poziomu Windowsa. Jak można zobaczyć w tabeli, różnice w czasach oczywiście są, ale w praktyce to, czy ekran logowania pojawi się po 11 czy 15 sekundach nie ma znaczenia. Ciekawsze są wyniki zużycia energii. Otóż przy wyświetlaniu pulpitu najmniejszym apetytem wykazały się modele z H310, przy czym różnica względna najlepszy/najgorszy sięgnęła prawie jednej trzeciej (co jednak przekłada się ledwie na 8 watów). Za to podczas obciążenia palma pierwszeństwa przypadła bogato wyposażonej konstrukcji Gigabyte’a, a jedną z najbardziej prądożernych okazała się płyta Biostara z H310. Trudno tu sformułować jakąkolwiek prawidłowość, po prostu bez pomiaru nie da się przewidzieć poboru mocy.

Jak więc wybrać odpowiednią dla siebie płytę główną? Jak stwierdziliśmy już wcześniej, trzeba dokładnie przeanalizować swoje potrzeby, a następnie wyniki tego rozważania skonfrontować z wynikami naszego testu.



Zobacz również