Porady
Uśmiercone przez Google'a

Wujaszek Google nie jest znany z powściągliwości. Z równie wielkim rozmachem tworzy nowe produkty i usługi, co je uśmierca. Katarzyna Bielińska


Nie jest wielką tajemnicą, że gigant ma brzydki zwyczaj mordowania z zimną krwią. Praktycznie nie ma miesiąca, w którym z obszernej listy usług giganta z Mountain View nie zniknęłaby jakaś pozycja. Dobrze znamy ten scenariusz, prawda? Firma ogłasza obiecującą aplikację czy produkt i z wielką pompą ją promuje. A kiedy za pomocą nowej usługi uda mu się już kupić pokaźny rząd dusz użytkowników, wypuszcza śmiercionośną strzałę. Polegli lądują na cmentarzu.

Brak użytkowników

Nie, to nie żart. Istnieją witryny poświęcone zabitym przez Google’a produktom. Chcesz im oddać hołd? Zajrzyj na Google Cemetery, znajdziesz tu informacje o 144 usługach, aplikacjach, projektach społecznych, sprzęcie komputerowym sygnowanym przez Google’a, które firma uśmiercała od 2006 r. Przy każdym nagrobku znajdziemy rok zgonu i powód „odejścia”. Drugie cmentarzysko Killed by Google jest dużo większe (to niemal nekropolia) i liczy sobie 226 nagrobków. Znajdziemy tu nie tylko aplikacje i usługi, które gigant już zamordował, ale także te zaplanowane do odstrzału, np. komunikator Hangouts, który firma zamierza uśmiercić w pierwszej połowie tego roku.
Lista usług zamykanych w ciągu ostatnich dwóch dekad jest projektem open source rozwijanym przez programistę Cody’ego Ogdena i współtworzonym przez internautów z całego świata. Do uruchomienia witryny z nagrobkami martwych usług Google skłoniło go wyłączenie Inboxa czyli usługi pocztowej Google. – „Killed by Google” to miejsce, w którym – jak na każdym cmentarzu – można okazać szacunek temu, co kiedyś istniało. A także chwilę się zastanowić nad przyszłością cyfrowych produktów… – mówi Ogden. Na swój nagrobek w miejscu pochówku produktów, które Google odłączył od cyfrowej aparatury podtrzymującej życie, znalazła tu m.in. internetowa platforma wiedzy Google Answers (2002–2006). Do jej śmierci przyczynił się – tak jak w przypadku wielu innych produktów – brak użytkowników czy – zamordowane z powodu „niewystarczającego zaangażowania użytkowników” Google+ (2011–2019).
Tym ostatnim – niezbyt popularnym – projektem Google chciał zawłaszczyć dla siebie pokaźny kawałek tortu platform społecznościowych. Kiedy zrozumiał, że to się nie uda, bezceremonialnie odstrzelił projekt. Jednym z najmłodszych stażem usług zamordowanych przez giganta jest aplikacja do strumieniowania Muzyka Google Play. Wprowadzona w 2011 roku, niedawno wylądowała na cmentarzu i została zastąpiona przez YouTube Music.

Google: niech odpoczywają w pokoju

Dwa lata temu na mapie internetowych cmentarzy projektów uśmierconych przez firmę pojawiło się kolejne miejsce. Tym razem w realu. Sam Google postanowił dorzucić do żartów-nieżartów internautów swoją cegiełkę i w swoim kampusie w Seattle z okazji Halloween zbudował niecodzienną instalację: nagrobki z wyrytymi nazwami zabitych usług. Swoje miejsce w alejce „zasłużonych, lecz poległych na placu boju” dostały: program do katalogowania i edycji zdjęć Picasa, agregator RSS Google Reader, służące do mikroblogowania Google Buzz, e-mail, komunikator i program do współpracy zdalnej w jednym: Google Wave oraz społecznościowe platformy: Orkut oraz Google+. Żart ogłosiła na Twitterze Dana Fried, odpowiedzialna za rozwój przeglądarki Chrome. Przy zdjęciu-fotomontażu z nagrobkami martwych usług Fried napisała „Niech odpoczywają w pokoju”… Świetnie, że gigant potrafi się śmiać sam z siebie, jednak tym, dla których uśmiercone produkty stały się częścią ich cyfrowej rutyny, wcale nie jest do śmiechu. – Poznajemy funkcje tych narzędzi, ich dziwactwa i podobnie jak w każdej relacji – mają one na nas głęboki wpływ, nawet lata później, gdy ich już nie ma – mówi Ogden.

Zabici przez Excel

Oczywiście ta cmentarna historia, rodem ze scenariusza „Sześciu stóp pod ziemią”, ma dwie strony. Google to nie organizacja charytatywna, ale wielomiliardowy biznes. Firma nie uśmierca wybranych usług bez powodu. Często przyczyną jest niewystarczające zainteresowanie lub dublowanie się z innym produktem. Nierzadko firma zabija jakiś produkt, by stworzyć miejsce na podobny, lecz bardziej dopracowany. Takie biznesowe podejście nie powinno nikogo dziwić – gigant przesuwa swe siły i środki w stronę produktów o największym potencjale do generowania przychodów.
Ale jest też druga strona – lojalni użytkownicy, tracący narzędzie, którego używania najpierw się uczyli, potem do niego przekonywali, aż wreszcie uznali za swoje. Czy to w porządku? David Lieb, kierownik produktu w Zdjęciach Google, nie ma z tym problemu. Kiedy Garry Tan, założyciel Initialized Capital, napisał na Twitterze, że cmentarz Google jest dobrym przypomnieniem, że każda usługa dużej firmy technologicznej (nawet ta wykorzystywana przez miliony) może zostać zabita bez litości za pośrednictwem arkusza kalkulacyjnego przez wiceprezes średniego szczebla, Lieb odpowiedział, że się z tym nie zgadza: „Bigcos podejmuje decyzje na podstawie tych samych faktów, którymi kierują się start-upy:



Czy ludzie tego chcą?
Czy istnieje lepszy produkt zaspokajający tę potrzebę
Czy to pomoże firmie przetrwać i się rozwijać?”.


W swojej odpowiedzi nie odniósł się oczywiście do podstawowej kwestii poruszonej przez Tana, a mianowicie faktu, że Google często bardziej dba o dany produkt (czyli o siebie) niż o użytkowników.

Odeszli za wcześnie

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość prawdzie: przedwczesny zgon wielu z usług Google często pozostaje w ogóle nie zauważony. Powiedzmy sobie szczerze: z powodu wycofania platformy Google Jump do tworzenia rzeczywistości wirtualnej nikt nie będzie płakał. Śmierć portalu społecznościowego Orkut, o którym prawdopodobnie w ogóle nie słyszeliście, też nie spędzi Wam snu z powiek. Orkut, którego nazwa pochodziła od imienia inżyniera pracującego w Google – Turka Orkuta Büyükköktena – został uruchomiony w 2004 r. i był rozwijany przez 10 lat. Za czasów świetności najwięcej użytkowników, bo około 60%, pochodziło z Brazylii. Powodem zgonu był „rozwój Facebooka, YouTube’a, Bloggera i Google+, które wyprzedziły Orkuta”. W pewnym momencie platforma społecznościowa zaczęła przypominać wymarłe miasto, zamknięcie przez Google’a było więc tylko formalnością.



Za Orkutem tęsknić nie będziemy, jednak są takie usługi i produkty, z którymi mocno się zżyliśmy, a po ich zamknięciu wielu się łezka w oku zakręciła. Przedstawiamy subiektywną listę pięciu pochopnie uśmierconych produktów Google. O tego rodzaju śmieci pisze się w nekrologach: odeszły za wcześnie.


Czytnik Google (2005-2013)

Bardzo lubiany agregator kanałów RSS/Atom, stworzony przez inżyniera Google Chrisa Wetherella. Powód śmierci? Koncern ogłosił, że „produkt ma lojalnych użytkowników, ale ich liczba spada i firma chce się skupić na mniejszej liczbie produktów”. Twórca Instapaper, Marco Arment, spekulował, że prawdziwym powodem zamknięcia była próba skłonienia wszystkich do czytania i udostępniania informacji za pomocą istniejącego jeszcze wtedy Google+ i że oznacza to koniec ery nieograniczonych i interoperacyjnych usług internetowych, takich jak RSS, oferowanych przez duże organizacje. Internauci kilkukrotnie skrzykiwali się, aby zaprotestować przeciwko zamknięciu ich ulubionego narzędzia. Pod petycją na Change.org przeciwko zamknięciu Readera podpisało się 100 000 osób. Wkrótce po śmierci Czytnika Feedly ogłosił, że w ciągu 48 godzin do ich serwisu dołączyło ponad 500 000 nowych użytkowników i trzy miliony w ciągu następnych dwóch tygodni.


Picasa (2002–2016)

Historia popularnego narzędzia do edycji i katalogowania zdjęć jest krótka i burzliwa.
2004 r.: Google kupuje Picasę od firmy Lifescape. Fotografowie amatorzy na całym świecie otrzymują nagle i to za darmo świetną aplikację do organizacji i edycji zdjęć, a wraz z nią miejsce w „chmurze", w którym mogą swoje ujęcia przechowywać i udostępniać.
20015 r.: Google uruchamia aplikację Photos i przestaje wprowadzać znaczące aktualizacje Picasy. „Zdjęcia” zostają ciepło przyjęte przez pasjonatów fotografowania – z usługi korzysta 100 milionów osób. Wśród aplikacji do obsługi fotografii robi się zbyt ciasno. Dni Picasy są policzone.
20016 r.: Google komunikuje: „Po namyśle postanowiliśmy, że Picasa powinna przejść na emeryturę i zostać zastąpiona młodszym serwisem – Google Photos. Wierzymy w to, że dzięki jednemu serwisowi obsługiwanemu z poziomu komputera oraz urządzeń przenośnych, dostarczymy użytkownikom lepszych wrażeń”.
Wieloplatformowe Photos są naprawdę świetne. Dla wielu ta zmiana oznacza ogromną poprawę. Ale… cóż, Picasa to Picasa!


Inbox by Gmail (2015 – 2019)

Nieodżałowana usługa pocztowa Google’a, ceniona za minimalistyczny interfejs, wielość funkcji i łatwość nawigacji. Mimo tych zalet nie doczekała czwartych urodzin.
Razem z tym projektem Google wprowadził dużo nowości. Maile były sortowane, oznaczane kategoriami i grupowane wraz z innymi od tego samego nadawcy. Dodatkowo Inbox “wyciągał” ważne informacje z maili i prezentował je w krótkim opisie bezpośrednio w skrzynce. Google zdecydowała się na zamknięcie, twierdząc, że chce się skupić na jednym kliencie pocztowym. Inbox został unicestwiony, ale wiele jego funkcji pojawiło się w ulepszonym Gmail.


iGoogle (2005-2013)




Usługa umożliwiająca stworzenie spersonalizowanej strony startowej połączonej z agregatorami treści internetowych – począwszy od wiadomości z giełdy przez informacje sportowe po kanały o pogodzie. oGoogle było zintegrowane z niemal całym ekosystemem Google’a i wieloma zewnętrznymi witrynami oraz aplikacjami. Firma tak tłumaczyła okoliczności zgonu: „wycofanie usługi jest związane z nieprzewidzianą ewolucją aplikacji internetowych i mobilnych oraz zmniejszeniem zapotrzebowania na witrynę”. Jednym słowem – narzędzie przykurzyło się i stało mało użyteczne, a w sieci pojawiło się wiele podobnych aplikacji.


Google Talk (2005-2007)

Przed Hangouts, Allo, Messages i Duo mieliśmy Google Talk – pierwszy i dla wielu najlepszy komunikator Google’a. Usługa była bezpłatna, zintegrowana z Gmailem i umożliwiała wysyłanie oraz odbieranie wiadomości tekstowych i głosowych w kliencie poczty elektronicznej Google’a z dowolnego urządzenia. Trzeciego lutego 2015 r. jedna z wiadomości, wysłana przez koncern do wszystkich użytkowników, brzmiała: „Aplikacja Google Talk dla systemu Windows przestanie działać 16 lutego 2015 r. Została ona zastąpiona nową aplikacją Hangouts w przeglądarce Chrome”. I tyle, jeśli chodzi o „talkowanie” z Google’em.

Bibliografia

Amir Khollam, Google Graveyard: Cemetery For Cancelled Applications By Google Explained, Republicworld.com, [dostęp: 4.03.2001]

Manuel Vonau, Google celebrates Halloween with a cemetery for its dead products, Androidpolice.com, [dostęp: 4.03.2001]

Rose Behar, Pay your respects at the Google Cemetery, a home for all of Google's dead products and services, Androidpolice.com, [dostęp: 4.03.2001]

Mateusz Budzeń, Cmentarz Google – nostalgiczne miejsce z listą produktów uśmierconych przez Google, Dobreprogramy.pl, [dostęp: 4.03.2001].

Miron Nurski, Google wybudował cmentarz dla swoich usług. Serio, Komorkomania.pl, [dostęp: 4.03.2001]