Ten nowy sport motorowy ma ambicje stać się Formułą 1 XXI wieku. Choć profesjonalne zawody rozgrywane są dopiero od dwóch lat, już teraz nagrody dla najlepszych sięgają miliona dolarów, a transmisje z wyścigów nadają największe stacje sportowe.
Drone racing jako sport amatorski zadebiutował w Australii pod koniec 2014 roku, ale światową sławę przyniosło mu viralowe wideo nagrane w lesie niedaleko Argonay na południu Francji. Lotnicze akrobacje Herve Pellarina i grupy jego przyjaciół zachwyciły świat. Nagranie widoku z kamer umieszczonych na pędzących między gęstymi drzewami dronach zyskało sławę jako wierne odtworzenie słynnej sceny pościgu z „Powrotu Jedi”. Nagrane podczas obiadowej przerwy wideo zwróciło uwagę fanów i sponsorów.
Dwa lata później na podium największych wówczas zawodów – World Drone Prix w Dubaiu – staje 15-latek
z Anglii, Luke Bannister. Po pokonaniu blisko 200 innych pilotów odbiera ćwierć miliona dolarów nagrody. W tym czasie transmisje z ligi wyścigów dronów nadaje już regularnie stacja ESPN2. Drugi sezon DLR (Drone Racing League) właśnie miał finał w Londynie. GŁ





