Porady
Zmęczeni Zoomem

Naukowcy potwierdzają to, co mogliśmy jedynie przypuszczać. Wideoczatowanie męczy. I to diabelnie. Katarzyna Bielińska

Zoom

Komputer co chwilę zawiesza połączenie. Pojawia się dziwny pogłos i opóźnienia. Z ekranu spogląda tuzin małych par oczu jednocześnie, z których każda jest wielkości łepka od zapałki. Albo przeciwnie – czyjaś nienaturalnie wielka twarz wypełnia cały ekran laptopa… W ciągu dnia masz kilka spotkań ze współpracownikami – w wersji grupowej i solo. Wieczorem – chwila wytchnienia – już „tylko” spotkania na Skypie z przyjaciółmi i rodziną. Pod koniec dnia dopada Cię monstrualne zmęczenie. – Właściwie dlaczego jestem taki wyczerpany? Przecież nawet nie wyszedłem z domu – dziwisz się.

Eksperyment społeczny

Od początku ogłoszenia pandemii coraz więcej osób loguje się do popularnych platform do czatów wideo, aby być w kontakcie ze współpracownikami i bliskimi. Dzięki tym narzędziom możemy utrzymywać relacje zawodowe i prywatne, wykonywać zadania na odległość i mieć poczucie wspólnoty. Dla wielu z nas korzystanie z Zooma czy Teamsów to codzienność. Ale jest też druga strona tego medalu. To potwornie wyczerpuje. Tak wiele osób zgłasza podobny problem, że dorobił się on własnej slangowej nazwy: „zmęczeni zoomem” (ang. Zoom fatigue), choć oczywiście zjawisko wyczerpania dotyczy w tym samym stopniu również innych narzędzi: Google Hangouts, Skype’a czy każdej innej aplikacji do rozmów wideo. „Ich bezprecedensowa eksplozja w odpowiedzi na pandemię zapoczątkowała nieoficjalny eksperyment społeczny, pokazujący w skali populacji to, co zawsze wiedzieliśmy: wirtualne interakcje mogą być niezwykle męczące dla mózgu” – napisała Julia Skilar na łamach „National Geographic”.

Zjawisko jest tak powszechne, że coraz więcej naukowców bierze je pod lupę. Jednym z nich jest profesor Jeremy Bailenson z Uniwersytetu Stanforda, który przyjrzał się psychologicznym konsekwencjom spędzania wielu godzin dziennie na Zoomie i innych platformach do czatów wideo.

Cztery powody

Pierwszym powodem obezwładniająco zmęczenia, które nas dopada po „zoomingu”, jest nadmierny bardzo intensywny kontakt wzrokowy z bliska. Zarówno ilość tego kontaktu jak i wielkość twarzy na ekranie są nienaturalne. Owszem, podczas normalnego spotkania również patrzymy na rozmówcę, ale nie przez cały czas. Spoglądamy na sąsiednie kawiarniane stoliki, wyglądamy na ulicę lub robimy notatki. Podczas wideorozmów wszyscy patrzą na wszystkich – przez cały czas. Słuchacz jest traktowany jak mówca, więc nawet jeśli nie odzywamy się na spotkaniu ani razu – nadal skupiamy wzrok na patrzących na nas twarzach. Pod ciągłą obserwacją oka kamery jesteśmy w centrum wydarzeń, czujemy się jak na scenie. Odczuwamy silną presję, by pokazać się z jak najlepszej strony: merytorycznie i wizerunkowo. – Społeczny niepokój i presja związane z wystąpieniami publicznymi jest jedną z największych fobii w naszej populacji – mówi Bailenson.

Twarze w rozmiarze XXL

Dodatkowym źródłem stresu jest to, że twarze, na które spoglądamy podczas wideokonferencji, są za duże, aby zapewnić nam komfort. Nagle widzimy oblicza współpracowników czy nawet osób nieznajomych w rozmiarze XXL, który jest zarezerwowany dla bliskich, z którymi jesteśmy w relacji intymnej. Nasz mózg interpretuje tę sytuację jako zagrażenie. W efekcie, jeśli używamy Zooma kilka godzin dziennie, to aplikujemy sobie stały stan nadpobudliwości. Wyczerpanie potęgują grupowe wideokonferencje, podczas których ekran jest dzielony przez wielu użytkowników jednocześnie. Widok galerii, w której pojawiają się wszyscy uczestnicy spotkania w stylu serialu „The Brady Bunch” – to dla naszego mózgu ogromne wyzwanie: musi rozszyfrowywać wiele osób naraz, na żadnej nie może się skupić. Problemy z dzieleniem uwagi dotyczą zarówno środowiska wirtualnego jak i rzeczywistego. To tak jakby przez kilka godzin dziennie jednocześnie gotować i czytać. Uff, tylko niektórzy odnajdują się w takiej wielozadaniowości…

Człowiek z lustrem

Drugim czynnikiem przyspieszającym zmęczenie rozmową w wersji wideo jesteśmy… my sami. Chodzi o okienko pokazujące, jak nas widzi kamera podczas wideoczatu. W funkcję tę jest wyposażona większość platform wideokonferencyjnych. A nie patrzeć na własną twarz, jeśli widzi się ją na ekranie, lub nie być świadomym tego, jak zachowujemy się przed kamerą jest bardzo trudno. – To tak jakby w prawdziwym świecie ktoś nieustannie podążał za tobą z lustrem – porównuje tę sytuację prof. Bailenson. – Byłoby to po prostu szaleństwem. Naukowiec powołuje się na badania pokazujące, że kiedy widzimy swoje odbicie jesteśmy wobec siebie bardziej krytyczni. A wielu z nas wpatruje się w swoja facjatę podczas czatów wideo przez wiele godzin każdego dnia.

Człowiek na smyczy

Kolejna przyczyna syndromu „zmęczenia Zoomem” wydaje się prozaiczna: brak ruchu podczas wideoczatowania. Rozmowa w realu czy choćby rozmowa przez telefon komórkowy pozwalają na poruszanie się – zrobienie kilku kroków czy spacer. W przypadku systemów wideokonferencyjnych jesteśmy na smyczy kamery i jej pola widzenia, musimy więc pozostać w tym samym miejscu. Znacznie mniejsza niż zwykle mobilność nie sprzyja dobremu samopoczuciu. – Coraz więcej badań mówi, że kiedy ludzie się przemieszczają, osiągają lepsze wyniki poznawcze – podkreśla Bailenson.








Człowiek bez ciała

I wreszcie czwarty powód, dla którego po wielogodzinnym rozmawianiu przez Skype’a czy Teamsy padamy jak pies Pluto: właściwe odebranie i zinterpretowanie słów naszego wideodyskutanta wymaga znacznie cięższej pracy. Przyczyna jest oczywista. W interakcjach „twarzą w twarz” ludzie komunikują się, nawet gdy nic nie mówią. Każdy z nas podświadomie wykonuje i interpretuje różnego rodzaju gesty, a komunikacja niewerbalna jest czymś naturalnym. Podczas rozmowy mózg skupia się częściowo na wypowiadanych słowach, ale w dużej mierze czerpie dodatkowe informacje z dziesiątek niewerbalnych wskazówek płynących z ciała czy wyrażanych mimiką twarzy. Wszystko ma znaczenie: czy ktoś jest ustawiony twarzą do Ciebie, czy lekko odwrócony. Jeśli rozmówca wierci się lub wzdycha, gdy dłużej mówisz, wiesz, że za chwilę Ci przerwie. Tego rodzaju komunikacja pomaga namalować pełny obraz i znaczenie rozmowy. Ponieważ ewoluowaliśmy jako zwierzęta społeczne, postrzeganie tych wszystkich sygnałów jest naturalne, a ich analiza nie wymaga wielkiego ani świadomego wysiłku. Tymczasem typowa rozmowa wideo, w której widzimy naszego interlokutora tylko od ramion w górę, pozbawia nas możliwości odbierania wielu komunikatów płynących z ciała. Osłabia te nasze zakorzenione zdolności oraz wymaga zwrócenia ciągłej i intensywnej uwagi na słowa. Dodatkowo jeśli jakość sygnału wideo jest słaba, nie zawsze możemy czerpać informacje z drobnych zmian wyrazu twarzy. W efekcie jedną z najbardziej naturalnych czynności na świecie – rozmowę – przekształciliśmy w coś, co wymaga wiele wysiłku. – Musimy ciągle się pilnować, aby nasza twarz była w samym środku kadru, a wszystkie gesty właściwie odczytane. Dlatego jeśli chcemy komuś pokazać, że się z nim zgadzamy, przesadnie kiwamy głową lub podnosimy kciuk do góry. Taka ustawiczna samokontrola i czujność pochłania masę energii – mówi Bailenson.

Jego wnioski potwierdza inny naukowiec: profesor Gianpiero Petriglieri z Wyższej Szkoły Zarządzania i Biznesu INSEAD, który w rozmowie z BBC Worklife stwierdził, że aby przetwarzać podczas wideorozmów sygnały niewerbalne, takie jak mimika, ton głosu i język ciała, musimy bardziej się starać, a to pochłania dużo energii. – Nasze umysły są razem, natomiast nasze ciała czują, że tak nie jest. Ten dysonans jest wyczerpujący. To dlatego nie możemy naturalnie zrelaksować się podczas rozmowy – mówi badacz.

Wszyscy w jednym barze

Dodatkowym wyzwaniem podczas rozmowy wideo jest cisza. Nie dziwi, gdy pojawia się podczas zwykłej rozmowy. Jednak wtedy, gdy zalega podczas rozmów wirtualnych, może być znakiem, że należy martwić się o techniczne warunki połączenia. To także sprawia, że nie możemy poczuć się komfortowo. Nie sprzyjają również opóźnienia w strumieniowaniu. Jedno z badań przeprowadzonych w 2014 r. przez niemieckich naukowców wykazało, że opóźnienia połączenia w systemach telefonicznych lub konferencyjnych negatywnie wpływały na postrzeganie rozmówców: już niewiele ponad 1,2 sekundy opóźnienia sprawiały, że uczestnicy spotkania uznali daną osobę jako mniej przyjazną lub skoncentrowaną.

Wisienką na torcie problemów ze zmęczeniem wideoczatami jest to, że rozmowy prywatne i zawodowe odbywają się w jednej przestrzeni – ograniczonej ekranem laptopa. Wyobraź sobie, że idziesz do baru i rozmawiasz tam ze swoimi profesorami, spotykasz z rodzicami, pijesz drinka z szefem i jesz pizzę ze współpracownikami. – To ciągle ten sam bar! Czy to nie dziwne? A tak właśnie robimy teraz – mówi prof. Gianpiero Petriglieri.

Jak złagodzić zmęczenie

No dobrze, rozpoznanie już jest . Wiemy też, dlaczego chorujemy. Jaka jest więc recepta? Jak złagodzić zmęczenie Zoomem, panie doktorze? Wszyscy eksperci są zgodni: najlepiej ograniczyć połączenia wideo do tych, które są konieczne. To, że mamy możliwość włączenia kamery, nie znaczy że musimy to robić. Być może choć część spotkania może odbyć się bez szklanego oka? Pomocne może być również wyłączenie opcji widoku pełnego ekranu i zmniejszenie rozmiaru okna wideoczatu w stosunku do monitora. W ten sposób zmniejszymy rozmiar twarzy rozmówcy. Pomóc w koncentracji może również odsunięcie okna aplikacji na bok ekranu, szczególnie podczas spotkań grupowych. Dzięki temu poczujemy się, jakby „impreza” przeniosła się do sąsiedniego pokoju, co może zmniejszyć zmęczenie. Aby nie patrzeć na siebie podczas rozmowy, warto skorzystać z funkcji „ukryj widok siebie”. Dobrze jest również nieco przearanżować miejsce, w którym odbywa się wirtualne spotkanie. Skorzystanie z zewnętrznej kamery znajdującej się dalej od ekranu pozwoli nam być bardziej mobilnymi podczas rozmowy. Podczas długich spotkań możemy zrobić sobie przerwę „tylko na dźwięk”. – Chodzi o to, aby przez kilka minut nie czuć się przytłoczonym przesadnymi gestami, które wykonuje nasz rozmówca lub my sami – mówi Bailenson. Profesor Petriglieri radzi od czasu do czasu pójść po naukę do starej szkoły. – Napiszmy do kogoś list, zamiast spotykać się z nim na Zoomie – mówi.

Koniec gry

„W roku pandemii i dystansu społecznego dowiedziałem się o sobie paru rzeczy. Oto jedna z nich: nigdy więcej nie chcę używać Zoomu. Nie, nie dlatego, że nie jest to świetna aplikacja. Powodem jest zmęczenie. Zoom wysysa Twoją energię, ponieważ zamienia społeczne interakcje – osobiste lub zawodowe – w tę samą, nienaturalną siatkę bezcielesnych twarzy, w której patrzenie na siebie nawzajem i nieumyślne przerywanie to część gry” – napisał Bryan Lufkin, pisarz i redaktor pracujący dla BBC.

Bibliografia



Zobacz również