Porady
Jagiełło kupuje SSD
PC Format 4/2019

Tytuł artykułu i ilustracja obok jasno wskazują, co autor ma na myśli. Jednak jest w tym drugie dno, bowiem celem naszego testu dysków o pojemności 120128 GB jest pokazanie, że warto podjąć wysiłek modernizacji paroletniego komputera stacjonarnego czy laptopa. Marcin Kwiecień


Zadanie to jest tym łatwiejsze, że ceny nośników półprzewodnikowych spadły tak bardzo – i ten proces wciąż trwa – że teraz można się zastanawiać, kiedy nadejdzie chwila, w której za jeden gigabajt modelu półprzewodnikowego zapłacimy 50 groszy lub mniej. Wniosek jest taki, że argument ekonomiczny przeciwko zakupowi SSD ma coraz mniejsze znaczenie i pozostaje kwestia przekonania się do tej technologii. Rzecz jasna nie dotyczy to modeli o większych pojemnościach – na tym polu dyski magnetyczne nadal mają przewagę – ale tych SSD, które pomieszczą system operacyjny i najważniejsze aplikacje.

Lepsze wrogiem dobrego

Jaki więc jest dobry powód, aby zamienić aktualnie używanego klasycznego „twardziela” na wersję półprzewodnikową? Przecież HDD działa prawidłowo i pojawienie się SSD tego nie zmieni. To prawda, ale… doświadczenie z modernizacji przeciętnych czy wręcz mniej wydajnych komputerów jasno pokazuje, że to nie wymiana procesora czy rozbudowa pamięci powodują największe zaskoczenie u właścicieli, a właśnie zmiana dysku. Przy czym dzieje się to – i to jest rzecz charakterystyczna – praktycznie od czasu, gdy pecety przestały być egzotyką i na dobre zagościły w naszych domach. Niegdyś zmiana technologii wykonania pamięci masowej, zastosowanie nowego pomysłu na przyspieszenie dostępu do danych czy wykorzystanie większej prędkości obrotowej powodowały, że kilkuletnia maszyna łapała drugi oddech – niekiedy w efektowny sposób.

I tak samo jest dziś, choć dotarliśmy już do granicy przepustowości interfejsu SATA. Niby nic wielkiego: wymieniamy jeden dysk SATA III na drugi, też SATA III. A jednak różnica jest zauważalna i nie chodzi tu o to, że komputer szybciej uruchamia się (patrz koniec artykułu), co chyba nikomu nie przeszkadza. Okazuje się bowiem, że to tzw. doświadczenie użytkownika jest po prostu lepsze. Te same komponenty, ten sam system operacyjny (dosłownie, bo sklonowany), a praca komputera okazuje się płynniejsza i przyjemniejsza dla osoby siedzącej przed ekranem. Co ważne, efekt ten będzie odczuwalny także wtedy, gdy pecet obsługuje jedynie interfejs SATA II, a na pewno wciąż w użytku jest niejeden taki sprzęt.



Zobacz również