Artykuły
Świat według Google
PC Format 11/2018

Wiadomo, że choć około 70 proc. powierzchni Ziemi pokrywają oceany, reszta naszej planety to lądy. Koncernowi Google udało się je niemal w całości skatalogować i sfotografować. Grzegorz Karaś/Marcin Kwiecień

Ty jesteś towarem

Jak nietrudno zauważyć, nawet jeśli któraś z usług Google’a była płatna, koncern stosunkowo szybko zrezygnował z posiłkowania się funduszami osób prywatnych. Zamiast tego zaczął wykorzystywać odbiorców w budowaniu swej potęgi – by zarabiać gdzie indziej. Założenie giganta jest takie, że niezależnie od tego, z której z usług korzystamy, zawsze możemy w jakiś sposób ją ulepszyć. Nawet wystawienie opinii danemu lokalowi gastronomicznemu wzmacnia pozycję ­Google’a, czyniąc jego produkt bardziej dokładnym. Czy to dobrze, czy źle – pozostawiamy ocenie czytelników. Trzeba jednak dodać, że Google „płaci” za zaangażowanie nie tylko informacjami w ramach tychże usług, ale i dodatkowymi atrakcjami. Rozwijając mapy koncernu, można przykładowo piąć się w hierarchii Lokalnych przewodników. Jest to lojalnościowy program dla osób wzbogacających usługi Google’a informacjami na temat najbliższej okolicy. Nagrody ograniczają się tu do prestiżowych odznak widocznych przy opiniach i zaproszeń na lokalne spotkania, ale jeszcze niedawno najbardziej zasłużeni przewodnicy mogli liczyć na dodatkowe miejsce w chmurze Google’a. Dla pasjonatów na pewno jest to miły bonus. Dla reszty – gwarancja, że w smartfonie sprawdzą np. do której będzie otwarta najbliższa apteka.

Tworząc Earth, Maps i Street View Google tak naprawdę stworzył spójny organizm. To zespół naczyń połączonych, który nawzajem się uzupełnia. Z jednej strony pozwala korporacji zarabiać, z drugiej – służy pomocą internautom, oczekując w zamian informacji zwrotnej i aktywności. Można się zżymać, że gigant puścił tę maszynerię w ruch, a teraz indywidualni użytkownicy-trybiki naoliwiają porcjami danych cały system. Równocześnie nie da się ukryć, że dzięki Google’owi lepiej poznaliśmy Ziemię.

Google Earth: program a przeglądarka

Usługa Google Earth występuje w dwóch wersjach. To samodzielny program do zainstalowania o nazwie Google Earth Pro lub edycja web dla Chrome’a lub systemu Android. Wszystko wskazuje na to, że docelowo Google chce całkowicie przesiąść się na przeglądarki internetowe. Tyle, że upłynie jeszcze mnóstwo czasu, nim to się stanie. Póki co program do pobrania za darmo z sieci jest bogatszy w funkcje, ma do wyboru więcej warstw informacyjnych, a także zaawansowane możliwości pomiaru powierzchni czy odległości. Na karcie Chrome’a znajdziemy jedynie wybrane, dość skromne funkcje. Edycja webowa ma jednak jedną niezaprzeczalną zaletę: wygląda ładniej. Po prostu nowoczesna technologia renderingu sprawia, że obraz 3D jest przyjemniejszy dla oka i ostrzejszy, co widać szczególnie w miastach i górach. Trzeba jednak wykazać się cierpliwością: wizualizacje 3D nabierają szczegółowości z czasem – na ostateczny efekt należy poczekać dłużej lub krócej w zależności od szybkości łącza lub mocy komputera. A co do wyboru odpowiedniej wersji – radzimy korzystać z obu, w zależności od potrzeb.

Warto zobaczyć w Google Maps

Ciekawe miejsca na Street View

Białe plamy Europy


Nie jest tajemnicą, że podglądanie ulic przez Google’a nie każdej władzy jest w smak, a im mniej demokratyczna, tym więcej obiekcji względem koncernu ma – ale zasadą to nie jest. W Europie usługi Street View niemal całkowicie pozbawiona jest Białoruś. Niemal, bo niewielką liczbę zdjęć umieścili w sieci prywatni użytkownicy – samochody Google’a jednak tam nie wjechały. Tak samo fotograficznej dokumentacji pozbawione są Kosowo, Bośnia i Hercegowina oraz Mołdawia. Na tle reszty Europy wyjątkowo skromnie wypadają Austria i Niemcy – w tych krajach Street View obfotografowało w sumie jedynie ok. 20 największych miast. Mniejsze, a także tereny wiejskie mogą się pochwalić co najwyżej fotografiami użytkowników. Tu zawiniło już restrykcyjne lokalne prawodawstwo. Gorzej na tle honorujących usługę wypada również Rosja, Ukraina i Serbia – samochody Street View w ich przypadku jeździły po miastach i głównymi, największymi drogami, tereny bardziej zapuszczone pozostawiając ciekawskim do osobistego odwiedzenia. Niezbyt gęsto wygląda również mapa fotografii środkowej i północnej Skandynawii – ale tu jest to kwestią wyłącznie geograficzną.

Zwiedzamy kosmos!


Z poziomu Map Google możemy dostać się również na inne ciała niebieskie. Wystarczy wejść na Google Maps, włączyć widok satelitarny, a następnie maksymalnie oddalić kamerę, kręcąc rolką myszki. Po chwili z lewej strony pojawi się lista ciał niebieskich do wyboru. Wystarczy wybrać interesujący nas obiekt, a zobaczymy jego model 3D z nałożonymi zdjęciami satelitarnymi. Księżyc wygląda fenomenalnie!

Co jest po drugiej stronie Ziemi?


Na warunkach określonych przez Google z serwisu Mapy mogą korzystać twórcy zewnętrznych witryn – niekiedy w bardzo twórczy sposób. Jeśli chcecie się przekonać, co jest z drugiej strony globu, wystarczy odwiedzić witrynę Free Map Tools i skorzystać ze znajdującego się tam narzędzia, pozwalającego podglądać antypody. Okazuje się, że odpowiednikiem Polski jest bezkres oceanu, ale już Hiszpania ma po drugiej stronie Nową Zelandię.
http://bit.ly/2pcyJ0i

Symulator lotu


W Google Earth Pro twórcy umieścili symulator lotu. By go uruchomić, klikamy Menu, następnie Narzędzia, a potem Otwórz symulator lotu. Alternatywnie można będąc w głównym oknie programu wcisnąć skrót Ctrl + Alt + A. Do wyboru są dwa samoloty SR22 dla początkujących i F-16 dla zaawansowanych. Sterować maszynami można za pomocą klawiatury i myszki (co jest dość trudne) lub dżojstika. Startujemy z lotniska lub z bieżącego miejsca. Informacje na temat sterowania uzyskamy w pomocy programu, wciskając skrót Ctrl + H.



Zobacz również